Zwyczajna demonerka

Gwoździe i lewitacja

Chrzestna na urodziny zafundowała 15-letniej dziewczynie wizytę u wróżki. Wiedźma coś tam jej nieistotnego wywróżyła, na koniec wypowiedziała zdanie, które zmieniło życie Beaty: masz wielki talent. I Beata zaczęła wróżyć. Na początku ze zwykłych kart. W liceum po wróżby przychodziły nawet nauczycielki. Poszła na studia, przeprowadziła się do Warszawy i zaczęła wróżyć z kart tarota. Jan Witold Suliga, propagator tarota w Polsce, książkę na jego temat zatytułował „Biblia szatana”. Beata dobrze zarabiała na wróżbach. Kupiła mieszkanie. Zaczęły się jednak dziać dziwne rzeczy. Czasami, już w chwili, w której klient stawał w drzwiach jej mieszkania, w jej umyśle pojawiała się cała wróżba, którą miała mu powiedzieć. Karty były zbędne. Okazało się, że opowieści ideologów wróżbiarstwa o znaczących sąsiedztwach kart są przykrywką nieprawdopodobnie toksycznego duchowo spirytyzmu. Beata zaczęła widzieć w swoim domu dwie bezcielesne postaci. Potem to samo zobaczyły malutkie dzieci. Była opętana.

Jeden z warszawskich egzorcystów pokazywał wyplute przez opętanego gwoździe. Było ich tyle, że nie ma najmniejszej możliwości, by ten człowiek ukrył je w ustach lub nawet zmagazynował w żołądku, a potem sprytnie zwracał. Jeden z młodych kapłanów opowiadał mi, jak na polu pod Jarocinem musiał przyciskać kolanami do ziemi lewitującą dziewczynę.

Można w to wszystko nie uwierzyć. Ja nie dam dowodu. Sfera duchowa wymaga wolności. Nie można krępować jej dowodami. Zawsze będzie moment, w którym trzeba powiedzieć: wierzę. Albo: nie wierzę.

Opętanie i zdemonizowanie

Przez tysiące lat efektem zamieszania się w toksyczną duchowość było opętanie. Dziś mamy również inną formę zniewolenia duchowego – zdemonizowanie. Mówiąc najogólniej: na każdego człowieka nieprzyjaciel duchowy może oddziaływać na trzy sposoby. Wszyscy znamy pokusy. Pojawiają się w wyobraźni, w emocjach, w intelekcie....
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: