Rozkosze podróżowania

Dla leniwych lub uboższych pozostają liczne kanały podróżnicze w telewizji. Można zajrzeć tygrysowi w ślepia bez konieczności wybierania się na Sumatrę, gdzie takie spotkanie nie jest ani łatwe, ani bezpieczne. Toteż obecnie, aby skłonić czytelnika, by sięgnął po reportaż podróżniczy, trzeba dysponować towarem, który: jest dobrą literaturą, np. „Zielone Wzgórza Afryki” Hemingwaya czy proza Kapuścińskiego, relacjonuje niezwykłe zdarzenie – zdobycie Mount Everest, rejs tratwą Kon-Tiki, atrakcyjnie przekazuje wiedzę o jakimś zapomnianym przez Boga i ludzi zakątku, łączy walory reportażu krajoznawczego z historią polityka, sensacją, stanowiąc uzupełnienie przewodnika po wybranym kraju, jest dziełem celebrities, częściej bardziej do oglądania niż pisania. Ideałem byłoby, gdyby wszystkie te elementy złączyć w jednym dziele. Ale być może wymagam za dużo.

PRZEZ KRAJ LUDZI, ZWIERZĄT  I BOGÓW Antoni Ferdynand Ossendowski, wyd. Zysk i S-ka, 2009

Czym było podróżowanie przed niecałym wiekiem, z rzeczywistym smakiem ryzyka, rzeczywistą niewygodą i autentycznym dotykiem przygody, można się przekonać, czytając „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” wznowione wydanie książki z 1923 r. pióra Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego, dziś pisarza zapomnianego, przez lata za swój antykomunizm potępianego, w międzywojniu znajdującego się na szczytach popularności. Czym był Marczyński na niwie kryminału, a Helena Mniszkówna w powieści dla kobiet, tym był Ossendowski w dziedzinie opowieści podróżniczych. Spośród wielu prac pisarza ta jest bodaj najatrakcyjniejsza. Wędrując przez obszary podówczas dziewicze, w dodatku ogarnięte wojną, dostarcza ogromnego ładunku informacji o obyczajach, historii i legendach południowej Syberii, Mongolii, Mandżurii, Chin, Tybetu i pustynnego Sinkiangu. Dociera na dwór „krwawego” barona von Ungerna, który walcząc z bolszewikami, próbuje wskrzesić imperium Czyngis-chana. Na ile sprawdza się Ossendowski jako prorok wieszczący...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: