Czerwiec 2009

Nasi nadzorcy stali się w czerwcu 1979 r. niewidoczni. Poczułem się jak w innym, wolnym, wreszcie własnym kraju. W Polsce.

Papieża oglądało bezpośrednio 13 mln Polaków. Etapy pielgrzymki, zwłaszcza tłumne, entuzjastyczne, nocne spotkania Jana Pawła II z młodzieżą były tak samo ważne, jak ta pierwsza homilia. Ale ona nadała ton czemuś, co można określić jako duchową rewolucję. Wiem, że wszystko to było już opisywane tysiące razy, ale teraz właśnie, w 30. rocznicę, należy te dni, tak istotne dla najnowszej historii Polski, przypomnieć.

Byłem wtedy na placu Piłsudskiego. Mimo owej wielości opisów młodsi po prostu nie mogą zdawać sobie sprawy, jaką niesłychaną moc miały publicznie wypowiedziane przez taką postać jak Nasz Papież, słowa prawdy. Jednoznaczne, nieskalane, czyste, niesłyszalne przedtem w Polsce. Takie na „tak, tak”, „nie, nie”. Nie potrafiąc uciec od wielkich słów, wiele tu nie pomogę. Tam trzeba było być. „Nie może być Europy bez chrześcijańskiej Polski na jej mapie” – mówił Papież, a te i podobne słowa, były przerywane kilkuminutowymi owacjami. Przesłanie Jana Pawła II miało oczywiście nie tylko religijną, lecz także wolnościowo-niepodległościową wymowę. Tak też odbierały je tłumy, które, co niezwykle ważne, postrzegały swą liczebność, czyli siłę. Naszą, polską.

Peerelowscy dostojnicy poczęli się jawić (w czasie wizyty Papieża w Belwederze) jako ludzie tak mali, że niemal groteskowi. Mogli nadal kąsać, ale to uderzające wrażenie już pozostało.

Próby reżimu, by efekt Pielgrzymki zminimalizować (różne tricki telewizyjne), były całkowicie skazane na niepowodzenie. Próbowano zresztą tego od początku. Pamiętam spikera telewizyjnego, który lakoniczną wiadomość o wyborze Karola Wojtyły wypowiedział trzęsącym się ze strachu głosem (by nie zmienić jednego słowa w przygotowanym tekście). W „Trybunie” równie krótka informacja znalazła się po prawej stronie pierwszej strony. Tak zwaną czołówką było doniesienie z...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: