Iluzjon i inne fanaberie

Dodano: 24/08/2009 - 42/2009 NGP
Poprzednie miesięczniki

Było to niezwykle istotne w mej młodości, przypadającej na czasy beznadziejności Peerelu. Starałem się, na różne sposoby, „ubarwić” swą egzystencję. Zainteresowanie „rzeczami małymi” jest w ogóle w życiu ważne. Wówczas zaś było potrzebne dla „higieny psychicznej” w sposób szczególny. Piszą, że Iluzjon mieścił się w dawnym kinie Pod Kopułą, potem w pobliskim Śląsku, z kolei w Polonii, a w końcu powędrował do kina w innej dzielnicy, gdzie napotkał trudności. Szczęśliwie są / będą przezwyciężone. Do tego stopnia, że pewnym rodzajem snobizmu stało się tam bywać. Pewno nie wiedzą, iż Iluzjon mieścił się początkowo, będąc czymś w rodzaju sublokatora, w małej salce przy ul. Karowej, gdzie seanse odbywały się późnymi wieczorami. Dziś trudno mi przywołać, jak to miejsce odkryłem, jak tam trafiłem. Ale, odkryłem tam zwłaszcza, właśnie stary, ale genialny genre filmowy, któremu w dziedzinie humoru nic już nigdy nie dorównało. Myślę o tzw. slapsticku, klasycznej niemej komedii. Nie wiedziałem wówczas oczywiście, że we Francji odbywa się właśnie przestawienie hierarchii największych mistrzów gatunku. I samodzielnie jej dokonałem. Od początku do dziś najwspanialszym reprezentantem tego niezapomnianego gatunku stał się dla mnie Buster Keaton – o kamiennej twarzy, demonstrujący typ humoru, który zdumiewająco wręcz mało się zestarzał. Wyzbyty cienia melodramatyzmu, sentymentalizmu Chaplina czy bardzo efektownych, ale nieco powierzchownych popisów Harolda Lloyda. Nie neguję mistrzostwa innych
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze