Polskie eldorado fałszerzy dzieł sztuki

Poprzednie miesięczniki

Panie redaktorze, na biednego nie trafiło Podrabiane są nie tylko drogie antyki. Znacznie niebezpieczniejszym zjawiskiem jest handel falsyfikatami dzieł o mniejszej wartości (gdy cena oryginału nie przekracza 10 tys. zł), który odbywa się na detaliczną skalę. Gdy ktoś wydaje 100 tys. zł, jest cień nadziei, że zastanowi się, na co. A nabywcy „tanich okazji” się nie wahają. Rynek pełen jest „Nikiforów” czy „Mai Berezowskich”, których cena wynosi kilkaset złotych. Na jarmarkach perskich funkcjonują całe stoiska falsyfikatów. I nikt ich sprzedawców nie ściga. – Właściciel tłumaczy się, że podróbkę dla zabawy podpisał nazwiskiem znanego artysty. I policja bezradnie rozkłada ręce. A co by było, gdybym na tej samej zasadzie dla zabawy wydrukował fałszywe banknoty? Groziłoby mi 25 lat! Na czym polega różnica, skoro w przypadku obrazów chodzi często o większe sumy? – pyta red. Miliszkiewicz. Jak na zamówienie mamy możliwość porównania. Akurat w lipcu gryfińscy policjanci we współpracy z kryminalnymi ze Szczecina zatrzymali siedmiu mężczyzn podejrzanych o produkcję i wprowadzenie do obrotu fałszywych banknotów o nominale 100 zł. Podczas przeszukań policjanci znaleźli 13 fałszywych banknotów zakopanych w ziemi. Zatrzymanym grozi do 25 lat odsiadki. Natomiast nie jest znany ani jeden przypadek w Polsce posadzenia za kratkami fałszerza, który by podrabiał antyki warte dziesiątki tysięcy złotych.Obraz „Zjawa” namalowany przez absolwenta ASP został uznany przez
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze