Polskie eldorado fałszerzy dzieł sztuki

Panie redaktorze, na biednego nie trafiło

Podrabiane są nie tylko drogie antyki. Znacznie niebezpieczniejszym zjawiskiem jest handel falsyfikatami dzieł o mniejszej wartości (gdy cena oryginału nie przekracza 10 tys. zł), który odbywa się na detaliczną skalę. Gdy ktoś wydaje 100 tys. zł, jest cień nadziei, że zastanowi się, na co. A nabywcy „tanich okazji” się nie wahają. Rynek pełen jest „Nikiforów” czy „Mai Berezowskich”, których cena wynosi kilkaset złotych. Na jarmarkach perskich funkcjonują całe stoiska falsyfikatów. I nikt ich sprzedawców nie ściga.

– Właściciel tłumaczy się, że podróbkę dla zabawy podpisał nazwiskiem znanego artysty. I policja bezradnie rozkłada ręce. A co by było, gdybym na tej samej zasadzie dla zabawy wydrukował fałszywe banknoty? Groziłoby mi 25 lat! Na czym polega różnica, skoro w przypadku obrazów chodzi często o większe sumy? – pyta red. Miliszkiewicz.

Jak na zamówienie mamy możliwość porównania. Akurat w lipcu gryfińscy policjanci we współpracy z kryminalnymi ze Szczecina zatrzymali siedmiu mężczyzn podejrzanych o produkcję i wprowadzenie do obrotu fałszywych banknotów o nominale 100 zł. Podczas przeszukań policjanci znaleźli 13 fałszywych banknotów zakopanych w ziemi. Zatrzymanym grozi do 25 lat odsiadki. Natomiast nie jest znany ani jeden przypadek w Polsce posadzenia za kratkami fałszerza, który by podrabiał antyki warte dziesiątki tysięcy złotych.

Obraz „Zjawa” namalowany przez absolwenta ASP został uznany przez eksperta za oryginalne dzieło Franciszka Starowieyskiego

– Fałszerstwa dzieł sztuki są zjawiskiem masowym, choć tak naprawdę skala problemu jest niemożliwa do oszacowania – mówi Robert Pasieczny z Ośrodka Ochrony Zbiorów Publicznych. – Podrabiane jest wszystko – od obrazów pomniejszych artystów po dzieła mistrzów (nawet tych żyjących), od rzemiosła artystycznego po grafikę.

Jak przyznało biuro prasowe Komendy Głównej,...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: