Sztuka utracona a sztuka dyplomacji

Poprzednie miesięczniki

W czasach II wojny światowej dzieła sztuki masowo wywożono z Polski, głównie z ziem ówczesnego Generalnego Gubernatorstwa. Niemcy dokładnie planowali przewóz co bardziej wartościowych obiektów na teren Rzeszy, starali się ich wędrówkę regulować prawnie. Uzasadniano ją również z moralnego punktu widzenia – wartościowe przedmioty miały być dzięki temu uchronione przed zniszczeniem w ogniu walk. W 1940 r. Kajetan Mühlmann w imieniu Hansa Franka uroczyście podarował Hitlerowi katalog najcenniejszych dzieł sztuki „zabezpieczonych” dla potrzeb przyszłego Führermuseum w Linzu. Także z obszarów włączonych do Rzeszy wywożono dzieła sztuki – dalej na Zachód, w głąb Niemiec. To, czego nie zabrano oficjalnie, w zgodzie z ówczesnymi niemieckimi przepisami, zostało rozkradzione przez żołnierzy albo zniszczone w czasie działań wojennych. Najgorszy był los bibliotek i archiwów, a także prywatnych zbiorów książek, które nie przedstawiały dla okupanta żadnej wartości. Zniszczono ok. 75 proc. polskich księgozbiorów prywatnych, w przybliżeniu 50 mln tomów, a biblioteki szkolne i oświatowe straciły ok. 90 proc. zbiorów. Najczęściej żołnierze po prostu palili całe biblioteki wraz z wyposażeniem, czasem książki wywożono na makulaturę.Portret Młodzieńca, RafaelDuża część z odebranych Polsce dzieł sztuki została potem przejęta przez Armię Czerwoną i przewieziona w odwrotnym kierunku – na Wschód. Na tym jednak nie kończyła się ich tułaczka. Często były sprzedawane dalej, wystawiane
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze