ŻYCIE RODZINNE (pamiętnik znaleziony w worku na kapcie)

Moja młodsza siostra, która nic nie rozumiała, też na wszelki wypadek zaczęła łkać i wszyscy tak rozpaczali, oprócz mnie. Bo ja sobie wykombinowałem, że wyjdę na tej reformie dobrze. Z łazienki przestanę korzystać i nie będę musiał myć uszu ani szyi, argumentując, że mnie nie stać. W ten sposób zaoszczędzę na słodycze. A poza tym nie będę musiał jeść szpinaku ani ryżu na mleku, ani, zgroza, kaszki manny, bo skoro już płacę, to mogę wymagać hamburgera z frytkami i ketchupem. Albo hamburger, albo nie płacę mamie, tylko idę do MacDonald’s.

Pierwszego tata wrócił z pracy, położył na stole pieniądze, babci kazał dołożyć emeryturę i zaczął dzielić na kupki. Najpierw były cztery kupki: taty, mamy, moja i siostry, no i na piątej emerytura babci. Potem z każdej z naszych kupek tata odłożył po trochu na inne kupki: na mieszkanie, na prąd, na gaz, na wodę. Jak skończył, to schował swoją kupkę do portfela i powiedział, że idzie wreszcie na piwo, bo go już stać. Mamusia, zamiast jak zwykle się rozpłakać, walnęła pięścią w stół i spytała:

– No dobrze, a gdzie forsa na jedzenie?

– Słusznie – rzekł tatuś, pogrzebał w portfelu i dał mamie trochę ze swoich pieniędzy.

– No dobrze, to twoje – powiedziała mamusia. – A co z resztą?

– A z nimi – odparł tatuś – musisz się rozliczyć sama. Nasadził kapelusz na głowę i wyszedł na to piwo.

– Dawajcie pieniądze – powiedziała mama i chciała nam zabrać wszystko, ale nie daliśmy. Ja się pierwszy oparłem i zrobiłem tak jak tatuś. Dałem trochę. Babcia dała jeszcze mniej, bo stwierdziła, że jest tak stara i chora, że prawie nic jeść nie może. Tylko siostra odliczyła  sobie sumę potrzebną na lalkę Barbie i resztę dała mamie, jak powiedziała, z miłości i dlatego, że nie chce, żeby się mama martwiła.

W następnych tygodniach działy się w domu straszne rzeczy. Babcia przestała w ogóle wstawać z łóżka, twierdziła, że jest umierająca, ciągle wzywała lekarzy, którzy...
[pozostało do przeczytania 42% tekstu]
Dostęp do artykułów: