CO TRZEBA ZAPAMIĘTAĆ Z 2010 R.

Rok temu, jak zwykle, śp. Prezydent Lech Kaczyński zaprosił dziennikarzy na spotkanie opłatkowe. Był w wyjątkowo dobrej formie, podobnie jak prezydencka Małżonka śp. Maria Kaczyńska. Z radością pokazywali wszystkim pieska, małego kundelka, znalezionego zmarzniętego na jakiejś stacji benzynowej. Ale był jednocześnie prezydent zatroskany stanem państwa. Mówił mi, że niepokoi go niepoważne traktowanie najważniejszych dla Rzeczypospolitej spraw przez rząd Donalda Tuska. Że wszystko zostało sprowadzone do PR, a to, co ważne, leży odłogiem. Że niektórzy również od niego oczekują, by na tym właśnie poziomie podjął polityczną rywalizację. Ale on – przekonywał – nie może tego zrobić. Bo funkcja prezydenta Polski to przede wszystkim zobowiązanie i misja, by być poważnym, by myśleć i działać tam, gdzie inni boją się nawet spojrzeć.Krzywda nieukarana Przez cały grudzień migawki z tego spotkania krążyły mi po głowie, skłaniały do podsumowań tego wyjątkowo strasznego 2010 r. Wkraczaliśmy w niego z niepokojem co do biegu spraw publicznych. Wychodzimy – z sercami rozdartymi wielkimi tragediami. Najpierw smoleńską, a potem kolejną (jak to nazwał Rafał Ziemkiewicz) posmoleńską, a więc oburzającym i poniżającym nas trybem dochodzenia prawdy o tym, co wydarzyło się w Smoleńsku 10 kwietnia. Wychodzimy z poczuciem krzywdy nieukaranej, prawdy nieodkrytej, kłamstwa triumfującego. A także, psychologicznie zrozumiałego, pogubienia się w tym wszystkim wielu naszych
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze