Klamstwo o szarzyznie

Żałośliwa grafomania i literackie karierowiczostwo

W październikowym numerze (trzecim – bo pismo właśnie stworzone zostało przez studentów) dwutygodnika „Życie Literackie” Ulatowski odpowiadał: „Procesu, którym nam grozi pan K., oczekujemy z niecierpliwością. Spodziewamy się bowiem po nim pewnego oczyszczenia naszej atmosfery literackiej, która jest zapaskudzona wyziewami intelektualnego pasożytnictwa, żałośliwej grafomanii i literackiego karjerowiczostwa”. Dalej było jeszcze gorzej: „[...] p. Kosidowskiego należałoby omówić raczej w dziale „Kupa Mięci” [rubryce satyrycznej – przyp. PL] niż w recenzji, lecz zjawiskowość grafomaństwa wydawała nam się w tym przypadku tak wielka, że usprawiedliwia nawet poważne potraktowanie tej sprawy”.

Co tak zdenerwowało Kosidowskiego, że postanowił podać Ulatowskiego do sądu? Zapewne swoje zrobiły puenty recenzji studenta, doradzające mu „pewną izolację, jeżeli już nie od społeczeństwa, to od pióra i papieru”. Ale były i zarzuty poważniejsze, mianowicie „zapożyczenie bez podania źródła” z twórczości studentów (to je prezes nazwał „oszczerstwem”).

Odpowiedzią na kolejną krytykę Ulatowskiego był list 17 poznańskich pisarzy w sprawie „napaści na p. Zenona Kosidowskiego”. Potępiali oni studenta za „ton podnieconej agresywności i personalnej napastliwości”.

Giedroyć: z wariatem niech gada psychiatra

„Z Ulatowskim nie utrzymuję stosunków, bo z wariatami mieć do czynienia, na to trzeba być psychiatrą, a ja jestem tylko redaktorem” – złościł się Jerzy Giedroyć w jednym listów z 1955 r., pisząc notabene o głównym autorze tekstów o inteligencji z pierwszych numerów paryskiej „Kultury”.

„Chciałbym, żeby ta rozmowa trwała całą noc i wszystko chciałbym zapamiętać [...]. Kiedy mówi, to jakby mocna ręka was trzymała, nie popuszczając ani na chwilę. Nigdy nie wypowiada się ogólnikami, wyrzekając się porozumienia w myśli, intuicji albo...
[pozostało do przeczytania 94% tekstu]
Dostęp do artykułów: