ŻYWOT CZŁOWIEKA ANTYISLAMSKIEGO

Holenderski tygiel Holandia jednym kojarzy się z tulipanami i Janem Vermeerem, innym z eutanazją i marihuaną. Kraj ultratolerancji, poligon eksperymentów obyczajowych. Myśl o islamie pojawia się w dalszej kolejności, muzułmanie nie są w Europie Zachodniej żadnym novum. Otulona w chusty i płaszcze muzułmanka (najmocniej przemawiający do europejskiej wrażliwości symbol islamu) to nieodłączny element pejzaży zachodnich metropolii. W Holandii żyje około miliona wyznawców islamu, jeszcze 100 lat temu ich liczbę szacowano na 50 osób. Duży skok, ale i czasy się zmieniły. Dziś blisko 60 proc. młodych mieszkańców Rotterdamu wywodzi się z rodzin imigranckich. Na parę rdzennych Holendrów przypada 1,6 dziecka, w przypadku muzułmanów jest to 2,8 proc. Zachwianie demograficznej proporcji między autochtonami a imigrantami jest więc naturalną w tej sytuacji koleją rzeczy. W 2006 r. Piet Hein Donner, ówczesny minister sprawiedliwości, zadeklarował, że gdyby dwie trzecie Holendrów opowiedziało się za wprowadzeniem prawa szariatu, nie byłby temu przeciwny. Wypowiedź wywołała skandal. Donner tłumaczył, że miał na myśli prawo większości do decydowania o kształcie państwa, co przecież pokrywa się z zasadami demokracji. Lapsus ministra przejdzie do historii. Podobnie jak wspomnienie o królowej Beatrix odwiedzającej meczety w dzień po morderstwie reżysera Theo van Gogha oraz propozycja chadeckiego sekretarza stanu, by ostatni dzień ramadanu był wolny od pracy. Dzięki wpadkom i
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze