Profesor Haraschin donosi...

Mateusz Wyrwich w książce W celi śmierci (wyd. „Rytm”, 2002) napisał o procesie akowca Stanisława Szury, toczącym się przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Krakowie 3 lutego 1947 r.: „Rozprawie przewodniczył ppłk Haraszyn [błąd w nazwisku – TMP]. Pospolity przestępca, którego jakiś czas później sami komuniści skazali za handel dyplomami wyższej uczelni”. To, że stalinowski sędzia był jednocześnie łapówkarzem, nie dziwi. Czytelnik może natomiast zapytać – co mógł mieć wspólnego z uniwersyteckimi dyplomami? Otóż Haraschin – przedwojenny absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim (1936 r.) – w PRL-u został   „naukowcem” – słowo to ujmuję w cudzysłów, ponieważ jego dorobek naukowy jest nad wyraz mizerny, a uniwersytecką karierę robił głównie dzięki znajomościom, przekrętom i kłamstwom. I tak, w 1950 r. obronił doktorat, by pięć lat później osiągnąć szczyt swoich „naukowych” możliwości –  zostać kierownikiem zaocznego studium na Wydziale Prawa UJ, którym kierował do 1962 r. Właśnie wtedy otrzymał tytuł docenta, a SB oskarżyła go o przyjmowanie łapówek za zaliczanie zajęć, a nawet wystawianie dyplomów ukończenia studiów. Pieniądze tak kochał, że brał je od wszystkich: studentów, ale także od swoich kolegów partyjnych, ubeków i milicjantów, załatwiając im tytuły magistrów prawa. Za ogromne sumy „ratował” też ludzi przed więzieniem albo wysokim wyrokiem. Haków na Haraschina bezpieka miała więcej, m.in. szydzenie z partii i jej przedstawicieli (wroga propaganda), a do tego wystawny i hulaszczy styl życia.

Stalinowski sędzia, profesor wyższej uczelni, łapówkarz. To jeszcze nie wszystkie twarze Haraschina, człowieka, który zawsze chciał być na świeczniku. Wszystko, co robił, było podporządkowane karierze, sławie i pieniądzom.

Pocztowiec

Julian Haraschin urodził się w 1912 r. w Krakowie, w nauczycielskiej rodzinie Karola i Domiceli z Parczyńskich (u zarania niepodległej Polski oboje byli członkami Polskiej Organizacji...
[pozostało do przeczytania 87% tekstu]
Dostęp do artykułów: