Nieznośna lekkość fałszu

Poprzednie miesięczniki

Szczęściem w nieszczęściu Zyty Gilowskiej było, że jej „teczka pracy TW” została zniszczona przez SB w roku 1990, natomiast nieszczęściem w szczęściu fakt, że liczne dokumentalne „echa” tej współpracy (kopie meldunków itp.) znaleziono w innych zestawach esbeckich papierów. Sama Gilowska twierdzi (jak prawie każdy zdemaskowany TW), że obciążające ją „kwity” to fałszywki wyprodukowane przez SB (konkretnie przez esbeka, który pono fikcyjnie Gilowską zarejestrował jako TW „Beatę” i sam preparował jej rzekome meldunki). Tymczasem właściwie wszyscy pracownicy IPN–u oraz Biura Rzecznika, ludzie, którzy zęby zjedli na badaniu „zasobów MSW” czyli spuścizny esbeckiej, gotowi są dać głowę, że SB nigdy nie fałszowała swych „dokumentów operacyjnych”, bo byłoby to dla niej działanie samobójcze tout court. Jedyne fałszywki, jakie esbecja PRL–u programowo preparowała, powstawały w ramach „gier operacyjnych dezinformujących i dezintegrujących środowiska opozycyjne”. Były to np. listy wysyłane do żon dysydentów na temat rzekomej zdrady małżeńskiej działacza podziemnej „Solidarności”, bądź rozpuszczane przez TW plotki, iż jakiś opozycjonista to kapuś. Skłócono tak niejedną komórkę podziemną. Ale sobie nie wbijano noża w brzuch fałszowaniem własnych archiwów. Dr Kurkuć, komentując sprawę Gilowskiej, wyartykułował tę prawdę twardo: „Szeroko rozpowszechniane opowieści o bezładnym preparowaniu przez SB fałszywych dokumentów są kłamstwem”. To samo, i tak samo twardo (również a propos Gilowskiej),
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze