WYBORY 2010

W koalicji następuje marginalizacja PSL, które coraz bardziej jest lekceważone, i powolna asymilacja lewicy, a przynajmniej jej „socjaldemokratycznej” części. PO stała się partią ogólnoestablishmentową. Mieszczą się w niej i Jarosław Gowin, i Małgorzata Kidawa-Błońska. W zasadzie mogą znaleźć się w niej „wszyscy” – od Wałęsy po Kwaśniewskiego, od Balcerowicza po Belkę, od Danuty Huebner po Mariana Krzaklewskiego. Platforma jest też zakorzeniona w samorządach, w lokalnych sieciach i układach, i jest partią szeroko otwartą na biznes. Popierają ją autorytety odziedziczone po Unii Demokratycznej i Unii Wolności, z certyfikatem „GW”. Ma też duże poparcie mocarstw ościennych i UE. Realizuje się tym samym dawne marzenie o jednej niepartyjnej partii, która nie uprawia polityki, lecz zarządza krajem i jest ucieleśnieniem racjonalności. Dzisiejsza „postpolityka” to tylko nowe, bardziej wulgarne, wcielenie dawnej „antypolityki”. Można powiedzieć - elity gospodarcze i kulturowe mają wreszcie instrument polityczny, którym nie stały się ani Unia Wolności, ani SLD. Stawka jest więc wysoka. Te wybory rozstrzygną, czy koncentracja władzy dokona się w pełni, czy też w rękach opozycji pozostanie istotna reduta: Pałac Prezydencki.PO potrzebuje PiS jako wroga W toczącej się kampanii PiS konsekwentnie głosi hasło zakończenia wojny polsko-polskiej. Ujawniło się jednak to, co dotąd chcieli dostrzec tylko nieliczni - to PO potrzebuje PiS jako wroga. Ostra retoryka PiS kierowała się
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze