Moje życie ze służbami

Poprzednie miesięczniki

Piszę te słowa trochę poirytowany, a trochę rozbawiony, bo dostałem niedawno sygnał, oczywiście nadal nielegalny, że moje teczki esbeckie się znalazły. Są w zasobach zastrzeżonych IPN, ponieważ w stanie wojennym SB przekazała mnie z całym dobrodziejstwem inwentarza i wszystkimi kwitami pod opiekę wywiadu wojskowego. Wszystko się zachowało, jak powiedział mój informator, łącznie z lojalką z moim dopiskiem, że odmawiam podpisania. Sam wciąż zajrzeć do tych teczek nie mogę, bo politycy odłożyli uchwalanie nowej ustawy na później, jak przypuszczam nie bezpodstawnie, ad Calendas Graecas. Jak mówi lud – na święty nigdy. Mnie, to co wiem, wystarczy. Natomiast zacząłem się zastanawiać nad swoimi związkami z wojskowymi służbami specjalnymi, likwidowanyni obecnie przez Macierewicza, o co toczono żarliwe dyskusje i spory, w których wysuwano argumenty o zagrożeniu bezpieczeństwa Polski, o wybitnych fachowcach z PRL, bez których Wojsko Polskie w NATO obejść się nie może. Wiało grozą. Po raz pierwszy ze służbami, a konkretnie z kontrwywiadem, zetknąłem się w latach 60. Pojechałem wtedy na obóz Studium Wojskowego Uniwersytetu Warszawskiego do Morąga. Były tam wiekowe koszary, pamiętające czasy Wielkiego Fryca, a najnowocześniejsze uzbrojenie stanowiło kilka czołgów T-34. Tego samego typu co „Rudy” z „Czterech pancernych”. Spędziliśmy tam bardzo wesoło kilka tygodni zakończonych przysięgą, a potem egzaminami. Zgodnie z tradycją do wielu kolegów na przysięgę przyjechały rodziny. Przywiozły
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze