„Gomorra” po raz ostatni

Dodano: 31/05/2022 - Numer 06 (192)/2022
FOT. MAT. PRAS.
FOT. MAT. PRAS.

Czemu „Gomorra”, będąc do pewnego stopnia typowym serialem gatunkowym, stała się równocześnie tak ważnym zjawiskiem, dziełem nowatorskim i wytyczającym kierunki? Nie doczekamy się już dalszego ciągu tej historii, a i szanse na godne następstwo wydają się dziś nikłe. Zanurzmy się jeszcze raz w świat slumsów Neapolu.

Pod koniec ubiegłego roku HBO wypuściło długo oczekiwany piąty sezon serialu „Gomorra”. Kilka miesięcy to wystarczający czas, by chyba wszyscy fani zdążyli obejrzeć zakończenie tej historii. Gorące i dramatyczne wydarzenia ostatnich kilkunastu tygodni nie dawały szansy na pisanie dłuższych tekstów poświęconych kulturze, dało to jednak okazję, by powtórzyć sobie cały temat. 

Z wyrokiem od camorry

Włochy kojarzą się z innymi widokami. Wiekowe zabytki, piękne rezydencje, bogate wille, malownicze i zielone krainy. Gdzieś pośród nich mafia, wszechobecna korupcja i chaotyczna polityka. Zło w atrakcyjnym kostiumie i bogatej scenografii. Saviano opisał zupełnie inny świat – dzielnice strachu i biedy, kojarzące się raczej z Ameryką Południową, całe krainy, w których nie ma żadnej przyszłości. Dla biednych, którzy stają się żołnierzami, dilerami i ćpunami, by nie dożyć starości. Ale i dla bogatych, którzy wiecznie toczyć muszą wojnę, nieraz żyją w ukryciu po kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, by finalnie stracić wolność (choć i stan wcześniejszy trudno nazwać wolnością) lub życie. W najgorszym razie widząc wcześniej śmierć swoich bliskich, często podążające tą samą drogą dzieci. Pełne przemocy i narkotyków piekło na ziemi. Biblijna Gomora, która nie płonie, lecz trwa tu i teraz.

W 2006 roku młody włoski reportażysta Roberto Saviano opisał działalność neapolitańskiej camorry w swojej, tak właśnie zatytułowanej, książce. „Gomorra” Saviano była wielowątkowym, potężnym reportażem, ukazującym przenikanie się mafii ze wszystkimi dziedzinami życia tej części Włoch – nie tylko z tymi oczywistymi, jak narkotyki, wymuszenia, żerowanie na państwowych dotacjach czy lokalnej specjalności – słynnej na cały świat z powodu swej dysfunkcjonalności gospodarki odpadami, lecz choćby i słynnego przecież włoskiego przemysłu tekstylnego, działającego za pieniądze mafii niczym złoty sen neoliberała. Saviano pokazał cały brud i całą praktykę, odzierając równocześnie drogę przestępstwa z całego romantyzmu, który lubiła przydać mu popkultura. I pokazał zdecydowanie za dużo, więcej niż camorra chciałaby, byśmy zobaczyli. W efekcie przez dłuższy czas musiał żyć z jej wyrokiem śmierci, doczekawszy się dopiero po apelu kilku możnych tego świata stałej państwowej ochrony. Nie zrezygnował jednak z tego niebezpiecznego pomysłu na siebie i swoje życie, choć nieraz był targany ludzkimi wątpliwościami. Pisał kolejne książki na ten sam temat, pokazując kolejne grupy, historie i niekończący się festiwal beznadziei. Pozycje te ukazywały się również w Polsce i choć żadna „Gomorry” nie przebiła wagą ani popularnością, każda jest warta uwagi jako pogłębienie i uzupełnienie tematu. Tymczasem pierwsze dzieło zaczęło żyć własnym życiem. 

Opowieść brutalna i niedająca nadziei

Dwa lata po premierze książki powstał film pod tym samym tytułem. Fabularny, lecz tak naprawdę dokumentalny, pokazujący kolejne wątki z książki – mafię opanowującą gospodarkę odpadami, szyjącą ubrania, sięgającą po publiczny grosz, czasem mordującą się, a czasem zastępującą w karykaturalny sposób wszelkie instytucje państwa. Film zrobił wielką karierę, napędzając też zainteresowanie książką. W 2014 roku „Gomorra” trochę niespodziewanie wróciła jako serial, który rozciągnął się aż do pięciu, produkowanych przez siedem lat, sezonów. Zwracająca uwagę brutalnością, lecz również intrygującą muzyką. Początkowo mocno oparta na reportażach Saviano, później coraz bardziej „na motywach” niż „według”. Pierwsze odcinki kręcił mistrz włoskiego kryminału Stefano Sollima, później reżyserów było wielu, lecz pierwotna konwencja przetrwała. Serial od strony wizualnej prowadzony był bardzo konsekwentnie, lekko zmieniał się jednak przez lata sposób prowadzenia narracji. W pierwszych latach charakterystyczne było opowiadanie niektórych wątków z pozycji postaci drugoplanowych, często branych z prawdziwych historii, opisanych w otwierającym całą tę serię reportażu. Jak historia młodego chłopaka, ginącego na początku życiowej i mafijnej drogi, jego śmierci i pogrzebu, będącego manifestacją wściekłości i bezsilności. 

„Gomorra” serialowa była już mocno fabularna i, inaczej niż książka, nie uniknęła pewnej „romantyzacji” bohaterów. Trwały przygnębiające scenerie blokowisk, a w tle kolejni ludzie walczyli ze sobą, handlowali i ćpali, wreszcie ginęli bezsensownie, nie mając szansy na swoje lub cudze odkupienie. Jednak stopniowo opowieść dominowały losy dwójki głównych bohaterów, Gennaro Sevastano i Ciro de Marzio. Oczywiście dalej była to opowieść brutalna, przygnębiająca i niedająca nadziei – ani w bogactwie, ani nawet w wierze, której przecież, jak to we Włoszech, pełno.

Nieprzewidywalna przewidywalność

Trzeba zauważyć, że serial skupia się na jednym wycinku mafijnej aktywności, czyli handlu narkotykami. We wszystkich sezonach Gomorry widzieliśmy walkę poszczególnych klanów mafii o  wpływy. W pierwszych dwóch seriach towarzyszyła im wojna pokoleń, nieskończona walka Gennaro o uznanie najpierw ze strony ojca, później jego współpracowników. W sezonie czwartym główny bohater walczył również o własną rodzinę, próbując uwolnić się od mafijnej przeszłości, choć przecież nie do końca była to przeszłość. Po prostu zostawił stare sprawy samym sobie i zajął się własnym interesem, oczywiście – po swojemu. Wreszcie przyszedł sezon ostatni. Jaką tym razem widzimy w nim wojnę? Cofnijmy się najpierw na koniec sezonu trzeciego – na pływającej w księżycową noc łodzi Gennaro zmuszony jest zabić Ciro, swego mentora, wspólnika, przyjaciela i brata krwi. Zapewne większość widzów, oglądając kolejne odcinki, miała wrażenie, że ten drugi z głównych bohaterów zbyt łatwo zniknął, zbyt łatwo zginął, zwłaszcza jak na kogoś od początku nazywanego „Nieśmiertelnym”. Cóż, wypadałoby ostrzec przed spoilerem, ale co to za spoiler, skoro komunikat ten wypełnia oficjalny zwiastun serii, przygotowany przez HBO – Ciro wraca. Tak naprawdę był zresztą przez cały czas. W uniwersum serialu znalazł się również spin-off „Nieśmiertelny” z 2019 roku, w którym zobaczyć można, co działo się z Ciro po nieskutecznym mordzie na łodzi, i sporo przebitek z jego wcześniejszego życia, z czasów sprzed startu akcji „Gomorry”. Film ten nie był reklamowany tak mocno jak kolejne sezony, mógł więc wielu widzom umknąć. I, powiedzmy sobie szczerze, to właśnie ci mniej uważni fani są w lepszej sytuacji – coś jeszcze może ich w tym finałowym sezonie zaskoczyć. Dodać trzeba, że „Nieśmiertelny” choć zebrał niezłe oceny krytyków, wzbudził kontrowersje wśród fanów serii. Część uznała, że film zabił realizm całości. 

Wróćmy do serialu. Ostatnią odsłoną opowieści będzie więc wojna bratobójcza już w sensie właściwie dosłownym, okrutna i wyniszczająca. Gdy wiemy już, że to zakończenie, wszystko jest nieuchronne i przewidywalne, pozostaje raczej pytanie: „jak?”, bo na pytanie: „czy?” twórcy nie zostawili zbyt wiele miejsca. Ale przecież „Gomorra” ze swoimi zwrotami akcji, dramatycznymi zmianami sojuszy i gęstym uśmiercaniem kolejnych bohaterów (w tym przypadku można powiedzieć – jak w życiu) niemal od początku, dokładniej od momentu, w którym wciągał nas jej rytm, była opowieścią w swojej nieprzewidywalności przewidywalną. I nikomu z fanów to przecież nie przeszkadzało.

Mafijne trio

Czy „Gomorra”, odświeżając konwencje mafijnego kryminału, równocześnie jej nie wyczerpała? Bardzo udaną próbą tej samej konwencji była rozgrywająca się w Rzymie „Suburra”. Ten film, a następnie trzysezonowy serial opowiadał historię trójki chłopaków, których połączył przypadek i którzy nagle wstrząsnęli miastem, wchodząc w sam środek wielkiej intrygi z nieruchomościami, polityką i Kościołem w tle. Tak jak i o „Gomorze” pisałem już o tym wybitnym kryminale na łamach „Nowego Państwa’. „Suburra” była opowieścią pełną i tak samo jak „Gomorra” skończoną. W tym tytule Saviano nie miał swego udziału, był w nim jednak jego duch, swój wkład w serię miał natomiast Sollima. Tak samo jak w kolejny tytuł,  nawiązujący do tej samej konwencji, „Zero zero zero”. Tu zresztą można mówić o powrocie do korzeni,  ponieważ Stefano Sollima, będący tym razem twórcą serialu, scenarzystą i współreżyserem, pracował na podstawie książki Saviano. Jednak ten tytuł nie powtórzył sukcesu poprzedników, być może za bardzo mnożąc wątki i zbyt ambitnie wychodząc poza konwencję. Wyprowadzając akcję poza Włochy i pokazując również losy zagranicznych dostawców, ekipa zatraciła oryginalny klimat „Gomorry” i „Suburry”, seriali o handlarzach narkotyków z całego świata po drodze powstało przecież bardzo wiele. Ponieważ jednak materiałów do kolejnych książek włoskiemu kamikadze nie zabraknie, doczekamy się na pewno również następnych ekranizacji. Dla nas to dobra wiadomość. Dla mieszkańców Neapolu i kilku innych miast – już niekoniecznie.

 

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze