Złoty jubileusz pewnego kłamstwa

FOT. WIKIPEDIA
FOT. WIKIPEDIA

Na początku września minęło 50 lat, odkąd ukazał się singiel z piosenką „Imagine”, nagraną przez Johna Lennona. W grudniu ubiegłego roku obchodziliśmy 30. rocznicę śmierci artysty z rąk zamachowca. Długowłosi idealiści zdążyli stać się liberalnymi cynikami, ale świat próbują naprawiać wciąż z tym samym hymnem na ustach. W Warszawie ulicę Johna Lennona dwie przecznice dzielą od alei Pawła Adamowicza.

Oficjalne notki encyklopedyczne wspominają, że „Imagine” Lennon nagrywał, próbując na nowo porządkować sobie życie po rozwodzie i rozstaniu z The Beatles, w obu przypadkach wspólnie z wywodząca się z Japonii awangardową artystką Yoko Ono. Przy okazji piosenki i płyty powstał również film, który jako dość nudny, raczej rozczarował fanów. Jednak „Imagine” stało się ponadpokoleniowym hymnem, który do dziś do nas powraca, wykonywane z reguły jako forma leczenia traumy po zamachach terrorystycznych. Konserwatysta musi jednak zastanawiać się, czy ktoś nie myli tu, z premedytacją, leku z chorobą? W swoim manifeście John Lennon imaginował sobie świat bez religii i Boga, granic, a nawet własności prywatnej. Że nie był w tym konsekwentny, wielu zauważyło od razu, przeciwnik własności był właścicielem ziemskim i miłośnikiem zakupów, co zauważa nawet Wikipedia. Symbolem hipokryzji stała się fotografia, na której wraz ze swoją japońską miłością artysta protestuje przeciwko złu świata w hotelowym łóżku, a w tym samym czasie przedstawicielka klasy niższej, a więc

     
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze