Sprzedać lajka z błyskawicą. Kontrkultura i biznes

FOT. ZBYSZEK KACZMAREK/GAZETA POLSKA
FOT. ZBYSZEK KACZMAREK/GAZETA POLSKA

Internet jest młodszym bratem hippisowskiej kontrkultury. Tyle że mniej naćpanym i znacznie bystrzejszym, jeśli chodzi o zarabianie pieniędzy na tym, co staje się trendy.

Tajemnicą poliszynela jest, że undergroundowa, mgławicowa w swoich początkach kontrkultura bardzo szybko stała się dochodową częścią show-biznesu. W Stanach Zjednoczonych, na Wyspach Brytyjskich i na Starym Kontynencie oszołomione narkotykami artystki, wyzwoleni seksualnie piosenkarze, złapani w pułapki śmiertelnych nałogów bardowie opiewający wolność od społecznych zobowiązań – w latach 60. zaczęli wielki projekt społecznej przemiany. 

Polityka, pieniądze, ekstaza

Daniel Bell, przenikliwy obserwator tych zjawisk, pisał na kartach „Kulturowych sprzeczności kapitalizmu”: „Pod koniec lat sześćdziesiątych nowa wrażliwość uzyskała nazwę (kontrkultura) oraz ideologię. Główną tendencją tej ideologii – choć pojawiła się ona w przebraniu ataku na »społeczeństwo technokratyczne« – była w istocie krytyka rozumu. […] Rewolucyjna zmiana, jak powtarzano nieustannie, objąć musi zarówno psyche, jak i społeczeństwo. Kiedy jednak pytano, co to ma konkretnie oznaczać, jaką formę miałaby przybrać ta nowa, postrewolucyjna kultura, w odpowiedzi słyszeliśmy tylko kolejne nawoływania do porzucenia otępiającego balastu wiedzy i dalsze celebracje »rapsodycznej paplaniny szamana«”.

Można jednak naszkicować metapolityczną wizję kontrkulturowych projektów, wcielonych

     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze