Kolorowe truchło lewicy

Ilustracja Antoni Chodorowski
Ilustracja Antoni Chodorowski

Wśród najbardziej modnych ostatnio tez dotyczących Zachodu jest ta o końcu chrześcijaństwa. O przemianach kulturowych, które ostatecznie zmarginalizują wiarę. O ostatecznym upadku autorytetu Kościoła, o odrzuceniu przez młodych rygorów chrześcijaństwa. Oczywiście wspomniane, wciąż bardziej postulowane niż aktualne, przemiany najhuczniej świętuje lewica. Zupełnie bez powodu. Bo, kolokwialnie rzecz ujmując, o ile faktycznie nie jest dziś najlepiej z wiarą, o tyle, jeśli chodzi o lewicę, ta już dawno padła trupem. A zabił ją internet.

Oczywiście lewica dogorywała już od dekad. Patrząc na jej pierwotne idee, na to, co postulowała przez lata – stała się własnym zaprzeczeniem. Zmieniła swój dyskurs w paliwo napędowe dla potężnych korporacji, stając się ich bronią do niszczenia ostatnich barier, które uniemożliwiały im dominację. Narzędziem, dzięki któremu mogą stworzyć idealnego, posłusznego konsumenta. Mamy lewicę, która pozwoliła, by jej „emisariuszami” stali się celebryci i Hollywood. Ostatecznym cyrografem, którym przypieczętowała swój upadek, był moment, w którym wielkie korporacje związane z internetem, tzw. Big Tech, używając jej jako legitymizacji swoich działań, wypowiedziały de facto wojnę państwom narodowym. Mowa tu oczywiście o atakowaniu prawicowych polityków w internecie, działaniach Facebooka wymierzonych w Australię bądź Kanadę czy w końcu o postulowanych, nowych narzędziach cenzury, związanych z „walką z kłamstwami klimatycznymi”.

     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze