W poszukiwaniu nowego „Dark”

FOT. MAT. PRAS.
FOT. MAT. PRAS.

Choć prawie rok temu zakończyła się wyjątkowa przygoda z serialem „Dark”, a zamknięcie ostatniego sezonu nie daje pola dla żadnej sensownej kontynuacji, nadający serię Netflix zdając sobie sprawę z jej fenomenu, próbuje zdyskontować ten sukces. Sami zaś twórcy „Dark”, Baran Bo Odar i Jantje Friese, pracują już nad kolejnymi produkcjami. Na co więc czekamy, a co już mogliśmy obejrzeć po zakończeniu zapętlonej wędrówki czterech rodów z niemieckiego Winden?

Wkrótce po tym, gdy „Dark” był już dostępny w całości, ujawniono informacje, że Odar i Friese pracować będą nad dwoma kolejnymi tytułami dla Netfliksa.

Okręt na wzburzonym morzu

Niedawno zobaczyliśmy zwiastun pierwszej nowej produkcji, serialowego horroru „1899”. Opowiadać ma o dramatycznej wyprawie ku lepszemu życiu i nieznanemu światu statku pełnego imigrantów z różnych części Europy. Podróż przeradza się w koszmar, gdy na swej drodze napotkają inny statek, pozornie pełen ludzi w takiej samej jak oni sytuacji. Co ciekawe, już widać, że twórcy nie rezygnują z tego, czym porwali publiczność wcześniej, czyli z ambitnego podejścia do swego dzieła. Pierwszy filmik zaostrza apetyt, nie pokazując nam właściwie niczego poza okrętem na wzburzonym morzu. Przez złowieszczą muzykę przebijają się głosy kilkorga bohaterów, z których wyłowić możemy dramatyczne wezwanie do ucieczki, wykrzyczane po polsku przez pojawiającego się w obsadzie Macieja Musiała. Poszczególne postacie mówić mają bowiem we własnych językach. Co ciekawe, liternictwo wykorzystane w graficznym przedstawieniu tytułu nawiązuje do szaleńczej gonitwy w przód i w tył czasu z jednego z ostatnich odcinków trzeciej serii „Dark”. Czy zobaczymy podróże w czasie? Na razie nie wiadomo, ile przyjdzie nam czekać na serial, gdyż zdjęcia dopiero się rozpoczynają.

Drugi tytuł, nad jakim pracować mają Friese i Odar, to „Tyll”. O nim wiemy tylko tyle, że fabuła oparta ma być na nie przetłumaczonej dotąd na polski książce Daniela Kehlmanna, która z kolei czerpie wiele z folklorystycznych opowieści o żyjącym w czasach wojny trzydziestoletniej błaźnie o tym właśnie imieniu. 

Nie jak „Dark”

Ponieważ na produkcje niemieckiej pary trzeba czekać, pustkę fanom próbują zapełnić inni. W katalogu amerykańskiego giganta pojawiły się więc dwie europejskie produkcje, próbujące odcinać od sukcesu „Dark” kupony. Jedna miała ku temu pewne prawa – przy „Plemionach Europy” pracowała część ekipy odpowiedzialnej za tamten serial. Drugą, duńską „Równonoc”, porównywano do niemieckiego arcydzieła głównie poprzez marketing szeptany, mam jednak wrażenie, że tak naprawdę zrobiono serialowi tylko krzywdę. Wystąpiło bowiem zjawisko, które na swój użytek nazywam „efektem »Snowpiercera«”. Przypomnijmy, „Snowpiercer” w wersji filmowej to międzynarodowy blockbuster sprzed kilku lat, wyreżyserowany przez Bong Joon-ho, który później publiczność i krytykę porwał swoim „Parasite”. Jednak film, o którym tu mówimy, nie odniósł tak oszałamiającego sukcesu, choć był całkiem udaną i artystycznie, i gatunkowo antyutopią. Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że promocja obrazu została oparta na porównaniach do największych arcydzieł światowej kinematografii, co rozbudziło oczekiwania, których „Snowpiercer” udźwignąć zwyczajnie nie mógł. Skoro więc „Równonoc” miała być „duńską odpowiedzią na »Dark«”, również straciła swoje szanse na starcie, „Dark” przecież nie będąc. To zupełnie inna opowieść, wpisana w częsty schemat. Kilkoro nastolatków zaczyna fascynować się martwym, jak się zdaje, kultem religijnym, wyrusza tropem zachowanych po nim pamiątek, napotyka grupę, która wydaje się podobnymi do nich imprezowiczami-rekonstruktorami… Potem kilka osób znika, a po latach siostra jednej z ofiar chce wyjaśnić zagadkę. Aż chce się powiedzieć „było!”. Serial toczy się zbyt wolno, spokojnie mógłby być po prostu dwugodzinnym filmem, choć nie można odmówić mu, zwłaszcza w drugiej połowie, pewnego klimatu. To jednak zdecydowanie za mało, by spełnić oczekiwania. Warto dodać, że jest to produkcja dość zachowawcza, w klimacie końca lat 90.

„Plemiona Europy” to historia infantylna i wtórna wobec wielu klasyków z pogranicza fantasy i antyutopii, z trylogią „Igrzyska śmierci” na czele. Z ech „Dark” mamy tu Olivera Masucciego, tam w roli dorosłego Ulricha Nielsena, tajemniczy sześcian Atlantów, podobny do sztucznie wytwarzanego przez „boską cząstkę” przejścia w czasie, i… to chyba tyle. Teoretycznie świat „Plemion Europy” mógłby być uniwersum powstałym po apokalipsie rozpoczętej w Winden, lecz nic na to nie wskazuje. W klimacie tamtego serialu mamy niektóre wnętrza i pojedyncze sceny, zwłaszcza finałową, jednak wszystko to ginie w powodzi innych odniesień i gatunkowych klisz. Tytułowe plemiona żyją na terenach osieroconych przez Unię Europejską, stopniowo padając ofiarą najbardziej bezwzględnych Wron i czekając na niesprecyzowane zagrożenie ze wschodu. Pośród narastającej, lecz jeszcze odległej zawieruchy śledzimy losy rozdzielonej trójki rodzeństwa, w którym dziewczyna ewidentnie wzorowana jest na Katniss z „Igrzysk śmierci”, strzela nawet z łuku. Z kolei wątek nadchodzącego zła przywodzi na myśl „Grę o tron”. Jak więc widać, „Plemiona Europy”, jadąc na legendzie „Dark”, mieszają tyleż oczywiste, co najłatwiejsze do zidentyfikowania inspiracje, co powoduje, że serial porwać może chyba tylko najmłodszych odbiorców. Tyle że chwilami epatuje dość mocno perwersyjnymi relacjami wśród Wron i ich niewolników, co wymusza ograniczenia wiekowe. Dużo jest tu naiwnej, ekologicznej propagandy, trochę też idealizowania Unii Europejskiej, a pewne wątki sygnalizują, że w drugim sezonie dostaniemy większą dawkę tych składników.

Koreańska odpowiedź

Aby wyczerpać wątek, trzeba wspomnieć jeszcze o dwóch koreańskich produkcjach. Dostępny na Netfliksie „The King. Eternal monarch” to historia alternatywnych światów, w którym drugą Koreę od właściwej odróżniają monarchia i… tramwaje (we współczesnym Południu nieobecne). Z kolei na portalu viki.com widz znajdzie serial „Alice”, w którym mamy i alternatywne światy, i podróże w czasie, i mnóstwo dość bezceremonialnych nawiązań, tyle że wtłoczonych w inną i bardzo w duchu koreańską historię. I choć czasem właśnie ta koreańskość szkodzi oryginalnemu klimatowi, paradoksalnie w tym ostatnim serialu jest go jednak najwięcej. Można więc sięgnąć po te produkcje, czekając na efekty pracy Friese i Odara.

 

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze