MRZONKI O ŚWIATOWYM FORMACIE

Salon salonowi nierówny

Europa Zachodnia wyznacza trendy, wśród nich również te paskudne i szkodliwe. Naród świadomy swojego znaczenia, ale co istotniejsze – przekonany o swojej wartości i unikalności – nie będzie niewolniczo kopiować nowinek. Nie jest mu to bowiem do niczego potrzebne. Sprawa ma się jednak inaczej w przypadku narodu zainfekowanego kompleksem niższości i mentalnością postkolonialną. Reprezentanci takiego ludu przełkną i strawią każdą żabę, byle miała egzotyczne imię i glejt wystawiony przez wyżej postawione płazy.

Na Zachodzie przykład idzie z góry, z samego wnętrza różowych salonów. W latach 70. były to przestrzenie zaanektowane przez kawiorowych rewolucjonistów, a obecnie starych wyjadaczy, którzy żyją z odcinania kuponów. Na pierwszy rzut oka w żyłach salonowca wschodniego i zachodniego płynie ta sama bolszewicka krew. Przy drugim spojrzeniu czar równości pryska. Nie ten styl, nie ta bajka i kilkadziesiąt lat przesunięcia czasowego. Krew zachodnich neobolszewików jest zdecydowanie rzadsza, mniej skłonna do wzburzeń, ciśnienie w normie, prezencja na tzw. cywilizowanym poziomie. Lata przy wodopoju i swobodny dostęp do paśnika zrobiły swoje.

„Nasi” neobolszewicy dopiero przerabiają materiał sprzed 40 lat. Uczą się mówić bez sowieckich naleciałości, za kilka lat być może kupią pierwszą w życiu pastę do butów i zamienią T-shirty z żenującymi nadrukami na koszule i marynarki. Jak na razie, podstarzali młodzieńcy o mentalności katarynek i utytułowane panie o wdzięku kołchozowych traktorzystek przystąpili do wdrażania obyczajowej czterolatki.

Porównywanie tych ludzi z jakąkolwiek współczesną partią polityczną na Zachodzie jest bezcelowe. Ludzi pokroju nowego narybku polskiego parlamentaryzmu spotyka się na Zachodzie na paradach równości, w czeluściach dark-roomów, w kabarecie, ale nie na korytarzach instytucji państwowych. Żaden zachodnioeuropejski polityk myślący poważnie o sobie i...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: