Polski papież - wróg dla anty-Polaków

Dziś, gdy „nasz papież” stał się tarczą strzelniczą dla różnego rodzaju nikczemników – burzy się we mnie krew. Atakują świętego człowieka ludzie podli albo skrajnie głupi. Do polskiego papieża mam stosunek emocjonalny, jak zapewne wielu ludzi mojego pokolenia. Tak, tak, „pokolenia JP2”. Bo jest takie pokolenie. Jego wyróżnikiem nie jest to, że jesteśmy aniołami – co to, to nie! Nie jesteśmy dewotami, bigotami i pewnie wielu ludzi z tego pokolenia nie strzela cytatami z encyklik Jego Świątobliwości Jana Pawła II. Nie w tym rzecz. Na pewno dzięki papieżowi-rodakowi jesteśmy (trochę) lepszymi ludźmi. Czerpaliśmy z niego lekcje patriotyzmu – i to w nas, we mnie, zostało. Tak było przy okazji Jego pielgrzymek do Ojczyzny. Kiedy ich już nie ma, kiedy Jego nie ma – dopiero teraz widać, jak brakuje tego Człowieka. I jak brakuje tego Polaka.  Nie szukam prostych uogólnień. Nie będę ględził, że pokolenie moich dzieci jest mniej religijne, niż my byliśmy, uczestnicząc w katechezach Ojca Świętego jako cząstka milionowych audytoriów, czy mniej wrażliwe na wartości ponadczasowe, które były udziałem mojej generacji – dzięki, w wielkiej mierze, papieżowi „z dalekiego kraju”. My mieliśmy historyczne szczęście urodzić się w czasie, w którym On nauczał – choć przecież w wielu aspektach był to parszywy czas i wcale nie mieliśmy szczęścia, że żyliśmy za komuny... Polski papież nas wychował – jako Polaków, jako obywateli, jako – grzesznych – chrześcijan. Grzeszyliśmy zapewne
     
42%
pozostało do przeczytania: 58%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze