Płuca świata zamiast Totentanzu

Śmiertelny pląs na koniec zarazy i oddychające mury monachijskiej świątyni w czwartym miesiącu pandemii. Kościoły jako wehikuły pamiątek nie tylko po ofiarach, lecz także po ocalałych. Monachium, Berlin, Lubeka. To zaledwie wycinek rzeczywistości z pogranicza życia i śmierci. Ważny, bo wiele mówi o tym, jak bardzo się zmieniliśmy przez te kilka wieków.

Kościół parafialny św. Krzyża to ostatnia zachowana neogotycka świątynia Monachium. Został oddany do użytku w 1886 roku, zniszczony podczas II wojny światowej, ocalał, a w czasie pandemii stał się symbolem triumfu życia. W jego oknach zamiast witraży wstawiono zdjęcia rentgenowskie płuc. Słońce przenikające kompozycję z 1200 rentgenowskich klisz rzuca na ołtarz niebieską poświatę. Ta niezamierzenie postpandemiczna instalacja to dzieło artysty, Christopha Brecha, który w 2014 roku został poproszony o zaprojektowanie i wykonanie nowych okien świątyni. Płuca jako symbol życia i skrzydeł anielskich. Taki był zamysł. Klisze należą do anonimowych pacjentów, 30 z nich przynieśli parafianie. Christoph Brech zanurzył je w niebieskiej farbie i wtopił w błękitne szybki okien. Teraz płuca wiernych stanowią jedność z neogotyckimi murami kościoła. Mury oddychają tymi płucami. 

Zostało kilka pustych
„Człowiek zaczyna swoje życie od zaczerpnięcia powietrza i kończy je, wydając ostatnie tchnienie” – tłumaczy artysta. Jego okna miały być w swej strukturze lekkie niczym skrzydła anioła, korespondować ze strzelistą formą neogotyckiej architektury. Nie, nie chodziło mi o takie barokowe memento mori – zaznacza, ale nawiązuje do krzyża w głównym ołtarzu, na który również padają niebieskie strugi światła. Dodaje: „Patrząc na te okna, można powiedzieć, że każdy bierze teraz swój krzyż i idzie za Nim – obojczyk i kręgosłup układają się w krzyż”. 
Kilka okien jest jeszcze pustych. To miejsce na zdjęcia rentgenowskie ozdrowieńców, ludzi, którzy pokonają epidemię XXI wieku....
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: