Spójrz w oczy świętej, znajdziesz Filide

Kiedy Michelangelo Merisi Caravaggio zapraszał do pracowni rzymskie kurtyzany, to albo kończyło się mocno zakrapianą imprezą do białego rana, albo rozstawianiem sztalug. Caravaggio – wirtuoz ostrego światłocienia i nasyconych kolorów, prowokator, który świętym twarzom nadawał rysy kurtyzan, a kurtyzanom podarował wieczność rozsypaną dziś po najlepszych muzeach świata. Konkurencja wytykała mu bluźnierczy stosunek do sacrum, niezdrową fascynację krwawymi historiami, wtłaczanie scen biblijnych, tak miło uładzonych i oswojonych przez renesansowych mistrzów, w nowoczesne kostiumy i scenografie. Jak pisze pod koniec swojej powieści o Caravaggiu „A Name in Blood” (2012) walijski pisarz Matt Rees: „Przez stulecia krytycy pogardzali Caravaggiem, uznając go za łobuza, którego dziełom brakowało głębi. A jednak jego wpływ na malarstwo jest olbrzymi. Rubens rozpropagował jego styl na północy Europy. Velazquez zabrał jego estetykę do Hiszpanii. Caravaggio inspirował fotografów i reżyserów, Martina Scorsese, Davida Hockneya i innych”. W istocie dziedzictwo Caravaggia rozlało się po kontynencie z werwą godną samego malarza, francuski caravaggionista Valentin de Boulogne do tego stopnia zapadł się w styl swojego guru, że znawcy sztuki miewali trudności w odróżnieniu ich płócien. Martin Scorsese i Vittorio Storaro nieźle się bawili, przenosząc gęstą atmosferę płócien Caravaggia na taśmę filmową. Kompozycja postaci z obrazu „Powołania św. Mateusza” przetłumaczona na język kina
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze