Berlin lat dwudziestych

75. rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz, uroczystości, spotkania z tymi, którzy przeżyli inferno, wybrzmiewające co artykuł i co program telewizyjny hasło „Nigdy więcej”. A tymczasem taki news: 37 procent Niemców pytanych o to, czy należałoby mniej zajmować się narodowosocjalistyczną przeszłością, odpowiada twierdząco. To wynik ankiety przeprowadzonej kilka dni przed obchodami rocznicy, a mającej zdiagnozować dzisiejszy stosunek Niemców do pamięci o Holokauście.

To jak to jest z Niemcami? Z jednej strony kustosze pamięci zgodnie z hasłem „Nie wieder!”, z drugiej stęsknieni za amnezją. Patrzę na Berlin, z jego arteriami, parkami, pomnikami, dzielnicami muzułmańskimi i siatką s-bahnów. Niedoszła stolica świata Germania żyje swoim rytmem zawieszona między Reichstagiem a Ostalgią. Jeszcze kilka miesięcy temu Alexanderplatz topił się w światłach, świętowano upadek Muru Berlińskiego, pod Bramą Brandenburską koncert techno legendy Love Parade, DJ – Westbama. Lukier zjednoczenia, gorycz pozornego pojednania. A dziś wspomnienie zbrodni, które 37 proc. ankietowanym coraz bardziej ciążą. I 400 ataków o podłożu antysemickim w zaledwie pół roku, wszystkie w Berlinie – jak pisze 26 stycznia 2020 roku na łamach „Spiegla” sam szef niemieckiego MSZ-u Heiko Maas. W uszach tekst Kazika: „Bo Berlin 30. lat taki jest jak cały świat”. Może i tak.

Kim jesteś, Leni?
Rok 2000. Jedna z tych dużych, zimnych, lecz na swój sposób akademicko uroczych sal w głównym budynku Uniwersytetu Humboldtów. Pierwsze zajęcia na germanistyce. Profesor wyglądająca jak marzenie hipisa rozdaje ankiety. Pytania o Leni Riefenstahl, jej dorobek, jego znaczenie. Studenci pilnie wypełniają ankietę, pytań jest dużo, niektórzy strapieni spoglądają w kartki sąsiadów. To ci, którym nazwisko Riefenstahl nic nie mówi. Helene Bertha Amalie Riefenstahl, zwana „Leni”, rocznik 1902, dziecko berlińskiej dzielnicy Wedding, dziś zamieszkiwanej...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: