Święty trójkąt Orbitowskiego

Łukasz Orbitowski wydaje się być wszędzie, wszędzie czuć się w miarę dobrze i nie budzić u nikogo zbyt żywiołowych, złych emocji. Potwierdza to jego ostatnia, czasem uznawana za najdojrzalszą powieść, książka „Kult”.

Słowo „wszędzie” w przypadku Orbitowskiego potraktować należy niemal dosłownie, jego medialna obecność bywa totalna niczym kulminacyjne sceny jego starszych książek. Bywa w TVN, prowadzi program w TVP Kultura, w Polskim Radiu 24 wraz z Piotrem Goćkiem opowiada o książkach. Czasem opublikuje coś w papierowej „Frondzie Lux”, zachowując wierność swoim metalowym (muzycznie) korzeniom, ozdabiając swoją stronę demonicznymi grafikami, zaś przedostatnią książkę – mottem z Alistaira Crowleya, jednego z bardziej znanych brytyjskich satanistów. Z tego pomieszania wychodzą jednak czasem tylko dobre, czasem bardzo dobre książki, a choć Orbitowski w Boga nie wierzy, nie przeszkadza mu to spraw religijnych czy też quasi-religijnych ujmować, jak w „Kulcie”, z całkiem dużym wyczuciem.

Prorok
Aby w pełni zrozumieć doceniony przez krytykę „Kult”, dobrze jest umieć odnaleźć się w wyjątkowym trójkącie historyczno-literackim. Zacznijmy od jego dwóch bardziej oczywistych wierzchołków. Pierwszy to objawienia w Oławie. Historia z późnego PRL, gdy ku przerażeniu komunistycznych władz i dezorientacji kościelnej hierarchii malarzowi taboru kolejowego Kazimierzowi Domańskiemu objawić się miała Matka Boska. Choć Kościół nie uznał prawdziwości oławskich cudów (według Domańskiego Matka Boska, a później także Jezus Chrystus, objawiali mu się wielokrotnie), prorok z Oławy zyskał grono wyznawców na tyle duże, by zdezorganizować normalne funkcjonowanie sennego PRL-owskiego miasteczka i zaniepokoić najwyższe władze państwowe z generałem Jaruzelskim włącznie. Tylko w pierwszym, 1983 roku do Oławy przybyło około 100 tysięcy pątników. Komuniści starali się utrudnić życie i przywódcy grupy, i jego najbliższym, i grupom pielgrzymów...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: