Pocztówka z Nairobi

Mówiąc Wyspiańskim: „Chińczyki trzymają  się mocno” – także  w Afryce. Właśnie wróciłem z Kenii ze szczytu ONZ (szkoda o nim gadać). I oczywiście widziałem tam chińskie inwestycje, budowy z szyldami z chińskim alfabetem – cóż za transparencja, nie mają nic do ukrycia, są pewni siebie. Na przestrzeni ostatnich parunastu lat byłem w kilkunastu krajach Afryki i mogłem zaobserwować, że Państwo Środka wchodzi w Czarny Ląd (sorry za polityczną niepoprawność) jak w masło.

Pekin nie pyta dyktatorów czy półdyktatorów o prawa człowieka, tylko inwestuje i handluje. Chociaż zamiast słowa „handluje” raczej należałoby powiedzieć: sprzedaje, podobnie jak na całym świecie. Jednak siła Chińskiej Republiki Ludowej nie polega głównie – choć także – na zróżnicowanej i generalnie taniej ofercie handlowej, lecz na inwestycjach. We wszystko. Chińczycy budują w Afryce drogi i stadiony, hotele i wieżowce. Budują i w Afryce Wschodniej (a propos Kenii), i Zachodniej, Północnej i Południowej. Powoli, jak przystało na naród z kilkutysięczną historią, „robią swoje”. Uzależniają gospodarczo państwa Afryki, ale przecież też szereg krajów azjatyckich czy wyspy-państwa położone na Pacyfiku. Nie biję na alarm, bo nie jest polskim interesem ostrzegać przed Chinami – to nie nasz ból głowy, nie nasz problem. W polskim interesie jest, żebyśmy znacznie więcej eksportowali do ChRL niż dotąd i żeby choć trochę zrównoważyć negatywne saldo handlowe. Ale co do tego, co robi Pekin w skali globalnej, to „nasza chata z kraja”. Stwierdzam po prostu fakt, że potęga „numer 2” na świecie wypiera wpływy Europy, Ameryki i innych państw azjatyckich w różnych częściach świata, także w Afryce.

Chińczycy Chińczykami, ale materiałów do moich „dzienników kenijskich” zapisuję sporo. W stolicy kraju, Nairobi, taksówki, za które można zapłacić kartą, nie uświadczysz. Dolarów ani euro nie przyjmują, musisz mieć lokalną walutę albo wezwać Ubera. Pod tym względem Nairobi jest...
[pozostało do przeczytania 46% tekstu]
Dostęp do artykułów: