W starym kinie

„Czy pani umie grać już w yo-yo?” – tym pytaniem Jan Młynarski zaczyna niezwykłą podróż w czasie. Wraz ze swoim kolegą, pianistą Marcinem Maseckim, reaktywowali właśnie swój jazz band, by albumem „Płyta z zadrą w sercu” po raz drugi zaczarować nas brzmieniem przedwojennej Warszawy.

Wszystko zaczęło się od wydanej dwa lata temu magicznej płyty „Noc w wielkim mieście”. Wyciągnięte z zapomnianych szuflad przedwojenne hity zaczarowały polską publiczność. A co się zmieniło przez czas oczekiwania na nowy album?
Zespół powiększył się o sześcioosobową sekcję smyczkową, dwóch trębaczy i puzonistów. To poszerzenie składu oddało do dyspozycji aranżera pełną paletę środków, z których w pełni skorzystał, w konsekwencji znacznie wydłużając dawne utwory. Nikt tu jednak raczej nie będzie narzekał, nawet przy rozciągniętym do 10 minut znanym z repertuaru Mieczysława Fogga tangu „Żebyś ty wiedziała, jak mi się chce”. Mamy bowiem do czynienia z plejadą wyśmienitych muzyków, którzy otrzymali dużo miejsca na wirtuozerskie popisy. Zachwyca tu zarówno gra Maseckiego, jak i Michała Feltera, ale czas znalazł się nawet dla niskich tonów ogromnego suzafonu Piotra Wróbla, a wszystko w takt delikatnej perkusji znanego z wielu świetnych projektów wytwórni Lado ABC Jerzego Rogiewicza.
Druga poważna zmiana związana jest z samym brzmieniem zespołu. Muzykom do nagrań udało się wypożyczyć z berlińskiego studia Emila Berlinera dwa zabytkowe mikrofony węglowe z lat 20. minionego wieku. Aby wszyscy byli w pełni słyszalni, nagranie wymagałoby od realizatora i samych muzyków nie lada gimnastyki, z wędrówką po studiu włącznie. Nie udało się zatem uciec od użycia zupełnie współczesnych rozwiązań, co i tak nie zmienia faktu, że efekt jest niesamowity!
Ale czyżby naprawdę utwory są tak wierne epoce? Aranżer Marcin Masecki zapewne nie byłby sobą, zostawiając wszystko przeszłości. W swoich planach zadbał więc, by w przedwojennej formie zamknąć całkiem współczesne...
[pozostało do przeczytania 40% tekstu]
Dostęp do artykułów: