Podatki po nowemu

Kadencja 2015–2019 to okres, w którym Sejm przyjął kilka niezwykle ważnych i bardzo dobrych ustaw. Jako wzór służyć mogą regulacje dotyczące sukcesji w przedsiębiorstwach, wiele pilnych spraw rozwiązuje także nowa ustawa o zamówieniach publicznych czy zatorach płatniczych. Rząd wyszedł naprzeciw licznym postulatom i oczekiwaniom polskich firm, to coś, o czym należy pamiętać w gospodarczych podsumowaniach minionych czterech lat.

Teraz pora poważnie zabrać się za podatki. Polski system podatkowy doczekał się już licznych epitetów pod swoim adresem. Krytykują go praktycznie wszyscy zainteresowani i w tej krytyce mają bardzo dużo racji. Problem polega na tym, że nasze prawo podatkowe to istna kompilatorka rozwiązań przemyślanych bardzo, mniej i zupełnie przypadkowych. Kiedy wszystko to nałoży się na siebie, powstaje istny amalgamat przepisów, interpretacji oraz wyroków sądownictwa krajowego i unijnego. Połapać się w tym nie mogą nawet najlepsi specjaliści w kraju, a ci, którzy coś z tego wszystkiego rozumieją, mówią wprost: dobrze nie jest.

Zacierać się także zaczyna cienka granica między uzasadnionymi działaniami uszczelniającymi system podatkowy a zwykłym dokręcaniem śruby tym, którym można ją dokręcić. Bo jak rozumieć fakt, że uczciwi przedsiębiorcy miesiącami muszą tłumaczyć się skarbówce z rzeczy, z których nie powinni? Jak uczciwy podatnik ma nieprzejednanemu urzędnikowi udowodnić, że dopełnił należytej staranności w sprawdzaniu kontrahenta? Jeśli się jednak tego nie udowodni, można zapomnieć o zwrocie VAT lub trzeba już pobrany zwrot oddać wraz z odsetkami. Efekt? Ruina niemal z dnia na dzień.

Normą staje się, że urzędnicy pracujący w aparacie podatkowym bezwzględnie ciągają po sądach ludzi, mimo że w sposób oczywisty nie mają racji, co prędzej czy później zostanie wykazane przed tymże sądem. Nie ma to jednak znaczenia, trzeba bowiem wykorzystać wszystkie możliwości, bez oglądania się na efekt. Dla...
[pozostało do przeczytania 37% tekstu]
Dostęp do artykułów: