Świt i sznur, czyli samorządy stolicy, Gdańska i Radomia

W stanie wojennym na różnych wrocławskich demonstracjach skandowaliśmy: „Wrocław–Warszawa: wspólna sprawa!”. A z kolei podczas pielgrzymki papieża Polaka i Mszy na gdańskiej Zaspie: „Gdańsk–Warszawa: wspólna sprawa!”. Te hasła po latach wracają niczym chichot historii. Co łączy bowiem na przykład władze Warszawy, Gdańska i Radomia? Pogarda dla historii i brak szacunku dla tych, którzy ginęli za Polskę. W stolicy Polski, stolicy Pomorza oraz w mieście protestów w 1976 roku rządzą prezydenci z PO – to ich wspólny mianownik. Czy dlatego przez długie lata nie można było w Warszawie postawić pomnika prezydenta Warszawy, potem RP, profesora Lecha Kaczyńskiego, a władze robiły wszystko, aby tę wielką postać wymazać z kart polskiej historii? W Gdańsku niszczeje Westerplatte, co jest i wielkim wstydem, i wielkim oskarżeniem władz samorządowych tego miasta, które znajdują pieniądze na tzw. parady równości, ale nie mają środków finansowych, aby choćby w elementarny sposób uczcić tych, którzy „czwórkami do nieba szli” (Konstanty Ildefons Gałczyński). W Radomiu natomiast już nawet „Gazeta Wyborcza” pisze, że niszczeje miejsce upamiętniające Polaków zamordowanych przez Niemców w 1943 roku. Władze tych dwóch aglomeracji i jednego dużego miasta widać nie znają słów Norwida: „Przeszłość to dziś, tylko cokolwiek dalej”. Nie rozumieją albo nie chcą zrozumieć, co to jest polityka historyczna. Nie rozumieją lub nie chcą zrozumieć, że rodakom poległym za Ojczyznę należy się
     
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze