Kto zablokował rajd prorosyjskiej partii

Radykałowie z Konfederacji liczyli na dezintegrację prawicy. Chcieli w ten sposób w wyborach do Parlamentu Europejskiego zaistnieć politycznie na tyle, by móc realizować swoje dalekosiężne cele, najpewniej mocno godzące w polską rację stanu. Pierwszym celem ataku było środowisko klubów „Gazety Polskiej”. Powyborczy poranek 27 maja nie mógł być miły dla polityków Konfederacji. Kładli się spać z poczuciem wykonania „planu minimum” – sondaże exit poll i late poll pokazywały, że ich ugrupowanie zdobyło ponad 6 proc. poparcia, a co za tym idzie – trzy mandaty. To niewiele, jednak taki wynik dawał im przewagę psychologiczną nad konkurentami z bardziej umiarkowanego ruchu Kukiz’15 i wiatr w żagle przed kluczową kampanią wyborczą do Sejmu i Senatu. Ostateczne wyniki zweryfikowały ich brutalnie. Polacy nie kupili retoryki opartej na zahaczających o antysemityzm fobiach i negacji obecnego kursu politycznego z jednoczesnym wyraźnym zwrotem na wschód, w stronę Rosji.Roszczenia na sztandarach i atak na kluby Ale plan tzw. konfederatów był dość prosty i miał prawo się powieść. Opierał się na założeniu, że jeśli przy tradycyjnej dla wyborów europejskich niskiej frekwencji zmobilizuje się radykalny elektorat, to uda się przekroczyć próg wyborczy. O tym, że marsz będzie długi, wiedzieli sami twórcy Konfederacji. – Nigdy przez wybory demokratyczne nie dojdziemy do pełni władzy, być może pojawi się okienko geopolityczne, w którym sytuacja taka będzie temu
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze