Nie było dobrych agentów Stasi

Kilkanaście lat temu odmówiłem ekipie filmowej kręcącej film „Życie na podsłuchu” pozwolenia na zdjęcia we wnętrzach gmachu byłego aresztu Berlin–Hohenschönhausen. Przeczytałem scenariusz i uznałem, że historia w nim przedstawiona wprowadza widza w błąd. Powiedziałem wtedy do reżysera: „Proszę podać mi choć jeden przykład, gdy współpracownik Stasi pomógł dysydentowi”. A on odpowiedział: „Nie jestem w stanie”. „W takim razie nie mogę udostępnić historycznych murów, w których Stasi męczyło swoje ofiary, na kręcenie scen do filmu, który jest czystą fikcją” – z dr. Hubertusem Knabem, historykiem, czołowym specjalistą ds. NRD i rozliczeń z postkomunistyczną przeszłością Niemiec, rozmawiają Olga Doleśniak-Harczuk i Antoni Opaliński.

Kiedy w 2008 roku ostatni raz rozmawialiśmy o niemieckiej polityce, na scenę z impetem wkraczała postkomunistyczna partia Die Linke. Dziś postkomuniści są podobno w defensywie, tracąc wyborców na korzyść Alternatywy dla Niemiec (AfD). Sądzi Pan, że postkomuniści zostaną zdeklasowani przez tę stosunkowo nową jednak siłę na prawicy?
Nie byłbym taki pewien. Jak na razie Die Linke trzyma się mocno, rządzi w Berlinie i w Brandenburgii, w Turyngii ma nawet swojego premiera. Wstrzymajmy się z wnioskami do jesiennych wyborów do landtagów w Saksonii i Turyngii. Ciekawe jest natomiast, że wielu wyborców Die Linke zmieniło front, przechodząc od skrajnej lewicy do skrajnej prawicy, co może świadczyć najogólniej o tym, że ci wyborcy nie potrafią odnaleźć się w systemie parlamentarnej demokracji. Odrzucają prozachodnią orientację polityki niemieckiej, zwracając się w kierunku partii, która ten demokratyczny porządek podważa.

A jednak Die Linke i AfD wykazują pewne podobieństwa, jedna i druga partia domaga się powołania specjalnej komisji w Bundestagu do spraw Treuhand, kontrowersyjnego Powiernictwa, które odpowiadało za prywatyzację mienia NRD-owskiego. Ten pomysł popiera wielu Niemców,...
[pozostało do przeczytania 87% tekstu]
Dostęp do artykułów: