Nieokrzesany język naszych ojców

Czy Żołnierze Wyklęci, zwani dziś Niezłomnymi, byli romantycznymi rycerzami, czy też ludźmi nadzwyczaj statecznymi, głęboko, realistycznie myślącymi? Mieli oni pewną istotną, a zwykle mniej docenianą i dość rzadko występującą dziś cechę: całkowitą odporność na ideologiczne projekty, propagandowe utopie. O czymś takim tylko marzyć mogliby ich rówieśnicy z Francji, Belgii czy Holandii, w latach 40. i 50. ubiegłego wieku, już nie mówiąc o Rosjanach, Niemcach czy współczesnych Europejczykach. Wiedzieli, że wymyślony za biurkiem ustrój („najlepszy z ustrojów”) nie będzie nigdy niczym innym jak negacją rzeczywistości. Wiedzieli o tym nie dlatego, że naczytali się książek, które wykazywały, że komunizm nie stworzy niczego poza iluzją (na jaką nabrać się może tylko motłoch) i bezkresnym obszarem nędzy i cierpienia, lecz dlatego, że rozumieli, czym jest odebranie człowiekowi własności i zapędzenie go, wbrew jego woli, do fabryk, hut i kopalń. Do więzień i gułagów – gdy będzie stawiał opór. Komuniści i ich spadkobiercy ideowi – można ich różnie nazywać, ale nadal są pośród nas – wprost wyłazili ze skóry, by stworzyć na użytek szerokich mas wizerunek żołnierza antykomunistycznego podziemia jako człowieka nieokiełznanych namiętności, szarpanego uczuciami niemal histerycznymi, z których na czoło wysuwała się oczywiście „nienawiść”. Tymczasem w postawie Żołnierza Wyklętego największą rolę odgrywały rozum i wola. To paradoks, ale w poświęceniu się dla ojczyzny odgrywają
     
16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze