Wojna i sukces w (byłej) Jugosławii

Po obejrzeniu kolejnego sygnowanego przez HBO Europe serialu, który jest zresztą częścią tej samej ofensywy tematycznej czy raczej – geograficznej, do której należy znane już dobrze i popularne polskie „Ślepnąc od świateł”, przyszła mi do głowy szersza refleksja. „Sukces” to bowiem produkcja chorwacka, utrzymana w innym niż polski przebój duchu, lecz nie mniej udana.

Kolejny raz złapałem się na myśli, jak bardzo zapomniana została u nas kultura nieodległych przecież geograficznie, kulturowo i językowo państw w czasach dominacji anglojęzycznej konkurencji. Paradoksalnie wraca ona do nas czasem głównie dlatego, że swoją egzotyką zainteresuje dystrybuujące dziś filmy i seriale wielkie amerykańskie koncerny.

Retrospekcja
Jugosławia była w II połowie XX wieku przypadkiem tak wyjątkowym, jak szczególna była jej sytuacja geopolityczna. Niby stanowiła część wielkiej socjalistycznej rodziny, ale jednak próbowała samodzielności, z zewnątrz (z punktu widzenia mieszkańca komunistycznego bloku) była całkiem liberalna i dość bogata, do tego stopnia, że sklepowe półki przyprawiały o zawrót głowy Polaka z długiego gospodarczego  przednówka lat 80. Miała też politykę kulturalną, której jugosłowiańska scena muzyczna w swej części zafascynowanej najpierw punk rockiem, potem zaś nową falą i postpunkiem spod znaku Joy Division zawdzięcza o wiele bogatsze studyjne zarchiwizowanie swoich dokonań z pierwszej połowy lat 80. Co za tym idzie – miała i pewną kultową pozycję również w Polsce w tamtym czasie, gdy jugosłowiański zespół Električni Orgazam swoją pierwszą płytę koncertową nagrywał… w warszawskim Remoncie. Po latach z pewnym zdziwieniem dowiadywałem się, że jednak i tam zespoły napotykały kłopoty ze strony władzy, jeśli nie spodobał się jej ich przekaz. Problemy mieli choćby Vis Idoli, u nas znani z przeboju „Malcziki” Kazika i Yugotonu, którzy pozwalali sobie na zbyt wiele odniesień do chrześcijaństwa. Mało znany u nas...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: