Ku dojrzałości

Na płycie „Radar” bracia Waglewscy ostatecznie rozstają się z rapem, z niemałą korzyścią dla polskiej piosenki. Przywołane dźwięki sprawiają, że z radością sięgniemy po zapomniane albumy z młodości.

Miękkie brzmienia syntezatorów, punkowa energia i rytmy disco – aż trudno uwierzyć, że przed nami najnowsza płyta weteranów polskiego hip-hopu, duetu Fisz Emade Tworzywo. Za pseudonimami kryją się bracia Piotr (Emade) i Bartosz (Fisz) Waglewscy.

Ich popularność zaczęła się od albumu „Polepione dźwięki” z 2000 roku, przynosząc pierwszą nominację do nagród Fryderyka. Patrząc z perspektywy czasu, to jedna z najlepszych płyt, która mogła się przytrafić w odtwarzaczach rozpędzonej na deskorolkach dzieciarni. W przeciwieństwie bowiem do tego, co działo się i dzieje na współczesnej scenie hip-hopowej, ich muzyka od początku odznaczała się wysoką kulturą słowa. Podczas gdy polski rap żywił się absurdalnymi historiami rodem z amerykańskich dzielnic biedy, Fisz skupił się na otaczającej go rzeczywistości, opisując ją w sposób barwny i zajmujący. Opis ten jeszcze bardziej zyskiwał na atrakcyjności, gdyż prowadzony był niezwykle plastycznym, dojrzałym i stroniącym od agresji językiem, gdzie ostre słowa, jeśli się pojawiały, to miały swoje uzasadnienie w opowieści, a nie były stawiane z interpunkcyjnym rozmachem.

Dzisiaj czterdziestoletni już Fisz muzykę gadaną zostawił młodszym artystom, sam zaś z rapera przeobraził się w sprawnego piosenkarza. Jego głos na najnowszej płycie „Radar” okazuje się przy tym łudząco podobny do wokalu jego ojca, lidera Voo Voo Wojciecha Waglewskiego. Podobieństwo nie ogranicza się zresztą tylko do brzmienia, lecz także wyśpiewywanych treści. Wystarczy sięgnąć po wydany przed miesiącem album Voo Voo „Za niebawem”, by przekonać się, jak wiele łączy dwa pokolenia artystów. Miłosne wyznanie Fisza „Jestem w niebie” z powodzeniem mogłoby zagościć wśród utworów ojca. „Dziś nie kupuję gazet ani sobie, ani...
[pozostało do przeczytania 40% tekstu]
Dostęp do artykułów: