Niechciane dziecko Willkommenskultur

Społeczeństwa równoległe Berlina, Kolonii, Essen, zatopione w formalinie, odgrodzone szkłem słoika od kraju-żywiciela. Mała Anatolia, mały Damaszek, mały Bejrut. Niby wszystko takie małe, a jednak na tyle istotne, by frapować nie tylko speców od integracji czy tropiące sensację media, lecz także niemiecki wymiar sprawiedliwości. Klany przestępcze, mordy honorowe, raperzy flirtujący z gangsterami. Świat poza zasięgiem tubylczych władz, socjologów, psychologów, nieczuły na zachwyty religią multi kulti, zaimpregnowany na postulat „reformy islamu na wzór Lutra”. Społeczeństwo równoległe niczym sieć eksterytorialnych korytarzy przecinających Niemcy na dwa obozy. Co innego jednak nosić chustę i preferować halal, a co innego mordować i grabić, jakby państwa nie było. Jakby państwo było… teoretyczne. W 2015 roku, z nastaniem kryzysu imigracyjnego, temat paralelnych struktur zakrzepłych od lat 60. XX wieku wewnątrz Niemiec jakby przybladł. Politycy i dziennikarze zajęli się nowymi przybyszami z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Zadawano sobie pytania o to, ilu ich przyjechało, jaka jest struktura demograficzna nowego żywiołu ludzkiego, gdzie ich zakwaterować, ilu z nich może na miejscu, w cieplarnianych warunkach zachodniego państwa opiekuńczego rozwinąć potencjał terrorystyczny, a kto ma szansę na reedukację w duchu niemieckiego Ordnungu. Związki pracodawców cieszyły się na nową siłę roboczą, organizacje pozarządowe i firmy konsultingowe liczyły na wpływy z 
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze