Celebrycki dom bez klamek

Najbardziej zaangażowani politycznie polscy celebryci – niezależnie od tego, czy chodzi o aktorów, modelki czy prezenterki telewizyjne – lubią wypowiadać się na każdy temat. Co więcej, chcą, by ich słowa traktowano bardzo poważnie. Gdyby jednak politolog faktycznie wziął serio ich wypowiedzi z ostatnich trzech lat, to musiałby uznać Polskę za skrzyżowanie III Rzeszy z Państwem Islamskim.

Pod koniec listopada tego roku gościem programu Jarosława Kuźniara „Onet rano” była aktorka Krystyna Janda. Mówiła oczywiście nie o kulturze, lecz o bieżących wydarzeniach politycznych w kraju. Żaliła się, że ostatnie dwa lata były dla niej bardzo trudne. Z uwagi, rzecz jasna, na rządy Prawa i Sprawiedliwości. Wyznała wreszcie: „Dla mnie to jest tak traumatyczne przeżycie te ostatnie dwa lata, to jest tak ciężkie doświadczenie. Ja zapadłam na zdrowiu i na umyśle”.

Wojna, faszyzm, kalifat
Doświadczenie, o którym wspomniała Janda, nie jest zapewne obce innym „antypisowskim” aktorom i celebrytom – ale na dyrektorce artystycznej Teatru „Polonia” odbiło się wyjątkowo dotkliwie.
Jeszcze w 2016 roku aktorka próbowała szukać przed PiS-em obrony w Bogu i Kościele. „Marsz Narodowców! Jezus Maria, będzie wojna! Chroń nas, Boże!” – pisała przed 11 listopada na Facebooku, mnożąc wykrzykniki. Porównując zaś sytuację w Polsce do PRL (a KOD do „Solidarności”), narzekała: „Ale przede wszystkim dla mnie to najgorsze, że gdy był Sierpień, to byłam na Wybrzeżu. Wiedziałam, co się dzieje. Nie ma w ogóle Kościoła tutaj! To jest podstawowa różnica! Każdy dzień strajku zaczynał się od mszy. A tu ani razu… A byłam pewna, że przed każdym marszem KOD odbędzie się msza święta i znajdzie się ksiądz, który będzie chciał czynić posługę ludziom, którzy inaczej oceniają rzeczywistość. Nie znalazł się żaden ksiądz, to jest nieprawdopodobne!”.
W 2017 roku jako gość Centrum Premier na Czerskiej Krystyna Janda nie widziała już żadnej nadziei: „...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: