To jest wojna z dziedzictwem Jana Pawła II

„Kler, który wykorzystuje silną religijność społeczeństwa, ukierunkowuje je antyniemiecko” – pisał w 1939 roku Hans von Moltke, ambasador III Rzeszy w Warszawie w memoriale „O moralnej postawie Polaków” skierowanym do swojego rządu. „W walce przeciw demokratycznemu ustrojowi Państwa Polskiego zaczyna kler polski wysuwać się na pierwszy plan” – mówiła w 1947 roku Julia Brystygierowa w referacie „Ofensywa kleru a nasze zadania”.

Oba dokumenty łączy nie tylko użycie słowa „kler”, charakterystyczne dla wrogów Polski, lecz także fakt, że są one skierowane do „swoich”, do własnych gremiów kierowniczych. Czyli nie mają wydźwięku propagandowego, a analityczny. Ambasador Hans von Moltke informuje rząd państwa, które niebawem zaatakuje Polskę, co w okupowanym kraju będzie dla niego czołowym zagrożeniem. Natomiast Julia Brystygierowa, przedstawicielka sowieckiego okupanta, przemawia na zamkniętej odprawie do kierownictwa Ministerstwa Publicznego i wskazuje, gdzie czyha wróg, którego trzeba zniszczyć. Najlepiej fizycznie.

Niemiecki ambasador o szowinizmie polskiego Kościoła
Oceny berlińskiego ambasadora i „zbrodniczego monstrum przewyższającego okrucieństwem niemieckie dozorczynie z obozów koncentracyjnych” (jak określił „Lunę” Brystygierową jeden z jej więźniów) co do niebezpieczeństwa, jakie dla okupanta – odpowiednio niemieckiego i sowieckiego – niesie polski Kościół, są całkowicie zbieżne. Moltke stwierdza, że kler może być niebezpieczny dla przyszłej niemieckiej okupacji z racji na skalę swoich wpływów i nierozerwalną identyfikację z polskością. Raportował: „Na szczególną uwagę zasługuje działalność polskiego kleru, którego wpływ przy silnej religijności, obejmującej wszystkie warstwy społeczeństwa, jest olbrzymi. Tym chętniej wywiera on swój osobisty wpływ na społeczeństwo w duchu antyniemieckiej propagandy, ponieważ jego osobiste cele pokrywają się w zupełności z celami państwa polskiego. Głosi on wobec...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: