Grabież pod parasolem liberałów

Afera Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego – jeden z największych rabunków w historii Polski – obciąża nie tylko postkomunistów, ludzi aparatu PRL i służb specjalnych. Z głównymi bohaterami grabieży powiązane były także czołowe nazwiska środowiska liberałów, które tworzyły najpierw Kongres Liberalno-Demokratyczny i Unię Demokratyczną, a potem Platformę Obywatelską.

Grzegorz Żemek, Dariusz Przywieczerski, Janina Chim – te nazwiska najczęściej pojawiają się w artykułach i relacjach poświęconych antybohaterom afery FOZZ. Nikt chyba nie ma jednak wątpliwości, że wymienione osoby stanowiły jedynie parawan kryjący prawdziwych beneficjentów bezprecedensowego rabunku, jakiego dokonano na polskim państwie. Komunistyczni aparatczycy, tajni współpracownicy, funkcjonariusze służb specjalnych, wreszcie Moskwa – tam prowadzą sznurki, na których poruszały się marionetki w rodzaju Chim.
Ale ci, którzy na całej operacji zyskali miliony lub miliardy złotych, ci, którzy – odważmy się to powiedzieć – mają na swoich rękach krew śp. Michała Falzmanna, Waleriana Pańki i innych – nie mogliby swojej kryminalnej działalności prowadzić tak swobodnie, gdyby nie czuli się zupełnie bezkarni. A tę bezkarność zapewniali im ludzie tworzący od lat 90. trzon tzw. środowiska liberalnego w Polsce.

Żemek, Kubiak, Falzmann
Być może, gdyby inspektor Najwyższej Izby Kontroli Michał Falzmann miał bardziej giętki kręgosłup moralny lub po prostu nie był tak przenikliwy, jego życiowe i zawodowe losy potoczyłyby się inaczej, a afera  FOZZ nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. W drugiej połowie lat 80. – jeszcze zanim Falzmann zajął się FOZZ-em jako inspektor NIK – zgłosiła się do niego grupka osób z opozycyjnego pisma „Głos Wolnego Robotnika”. „Mówili, że poznali biznesmena, który jest gotów dać na to powielaczowe pismo nawet kilka tysięcy dolarów. Mój mąż udał się z nimi na spotkanie, lecz postać »biznesmena« zrobiła na nim tak złe...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: