Wejście smoka

Wciągające solówki, niezwykłe kompozycje, chór i orkiestra – Kamasi Washington nie przebiera w środkach. Drugim albumem „Heaven and Earth” zachwyci publiczność, która z jazzem nie miała dotąd nic wspólnego. Wydany trzy lata temu album „Epic” amerykańskiego saksofonisty Kamasiego Washingtona był w świecie muzycznym prawdziwym trzęsieniem ziemi. Trzy płyty, blisko trzy godziny muzyki nagranej przez podstawowy skład, chór i orkiestrę od pierwszych minut robiły ogromne wrażenie. Tradycyjni odbiorcy muzyki jazzowej przecierali zaś oczy ze zdumienia. Dla nich Washington był  raczej nieznaną postacią, a na reputację i wysokie oceny, które otrzymał za „Epic”, pracuje się przecież latami. O ile jednak dla koneserów jazzu Washington mógł być „nowy”, o tyle w środowisku hip-hopu znakomicie funkcjonował od kilku lat. Hiphopowe szlify zdobywał u boku popularnego rapera Snoop Dogga. Jego partie instrumentalne obecne zaś były na nagraniach takich gwiazd, jak Flying Lotus czy Kendrick Lamar. Wpływ hip-hopu słychać zresztą jeszcze wyraźniej na najnowszym albumie „Heaven and Earth”. Powstały z tym samym rozmachem co „Epic”, wprost obfituje w muzyczne cytaty. Płytę brawurowo otwiera temat z filmu „Wściekłe pięści” zaśpiewany przez duet Patrice Quinn i Dwighta Trible.  Kontekst utworu znacznie się jednak oddalił od Szanghaju sprzed 100 lat. Źródeł niepokojących słów o chęci sprawiedliwości w odwecie należy szukać raczej we współczesnej Ameryce. Tradycyjni odbiorcy jazzu
     
42%
pozostało do przeczytania: 58%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze