Malediwy – piłeczka w grze mocarstw

Najmniejsze państwo Azji – Malediwy – okazuje się być ważną piłką w grze największych mocarstw. Obserwowanie geopolitycznego meczu, który toczy się wokół muzułmańskiego kraju (98,4 proc. mieszkańców to wyznawcy islamu) rządzonego po dyktatorsku przez prezydenta Abdullaha Jamina, jest o tyle pasjonujące, że spektakularnie pokazuje, iż najistotniejsi playmakerzy na tym kontynencie – Chiny, Indie i USA – nie odpuszczają o krok, nawet jeśli chodzi o państwo liczące raptem 418 tys. ludności. Za walką o geopolityczne wpływy czają się, jak zawsze, olbrzymie pieniądze. Są w cieniu, bo  pieniądze lubią dużą ciszę, a duże pieniądze – dużą ciszę. Obecny prezydent, który uwięził byłego prezydenta Mohameda Nasheeda, będącego, ‒ co pokazuje specyficzne relacje w tym kraju, jego… przyrodnim bratem, otworzył szeroko drzwi na inwestycje chińskie w Malediwach. Male (stolica państwa) zawarło z Pekinem kontrakt na 800 mln dolarów, anulując kontrakt z Indiami zawarty przez poprzednie władze warty 500 mln dolarów. Obecna walka między rządem a opozycją jest jednocześnie polityczną bitwą między stronnictwem prochińskim a stronnictwem antychińskim, czyli de facto proindyjskim. Waszyngton w tej batalii stanął po stronie New Delhi. Być może po czasie pożałował inwestycji, jakiej dokonał, fundując młodemu Abdullahowi Jaminowi studia w USA – obecny prezydent nie czuje z tego tytułu żadnej wdzięczności... Unia Europejska niczym klasyczny współczesny polityczny Poncjusz Piłat znowu umyła
     
37%
pozostało do przeczytania: 63%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze