Pocztówka z Korei czyli wojny nie będzie

Na rządowym budynku na granicy obu Korei, po stronie Zachodu, czyli Południa, napis, który mówi wszystko: „End of separations. Begining of unifications”. Tak, celem Seulu jest zjednoczenie obu państw koreańskich, tyle że ma to być kraj wolności, a nie komunistycznej dyktatury. Reżim Kim Dzong Una w Pjongjangu zaniechał już chyba tego, co stało u podstaw agresji zbrojnej w 1953 r., czyli okupacji południowej części Półwyspu Koreańskiego. Północ walczy o przetrwanie, a Kim Dzong Un chyba wyciągnął wnioski z upadku Muammara Kaddafiego w Libii czy Saddama Husajna w Iraku. Tamci jednak nie mieli broni atomowej i nie mogli nią straszyć „światowego żandarma”, jak europejska lewica często określa USA. Co prawda Kaddafi miał nawet dość zaawansowany program nuklearny, ale w wyniku negocjacji z Zachodem wszystko zniszczył lub oddał i dostał za to olbrzymie środki finansowe – tyle że pozbawił się jednocześnie parasola. Dyktator komunistycznej Korei, który już zgładził stryja i przyrodniego brata, pokazuje, że nie ma skrupułów, gdy chodzi o utrzymanie władzy. Stacja kolejowa Dorasan jest ostatnią na terytorium Korei Południowej przed granicą z KRLD. To najbardziej na północ wysunięty dworzec południowokoreański. Tuż za granicą, już po „złej stronie mocy” jest wioska Kijung Dong. Domków nie ma tam w nadmiarze. Za to znajdują się one w cieniu gigantycznej flagi Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Ponoć jest to czwarta co do wielkości flaga państwowa na świecie.
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze