Genewa: liczy się krowa, a nie Wilhelm Tell

Genewa wita słońcem i widokiem Alp w oddali. Ta temperatura kontrastuje z polskimi marcowymi mrozami. Młody człowiek, który w imieniu organizatorów konferencji w ONZ wyjechał po mnie na lotnisko, nie może się nadziwić, że w moim kraju jest poniżej zera.

Na lotnisku wita i żegna szwajcarska czerwona krowa z białym krzyżem. Helwecka gadzina jest wszędzie. Na kubkach, pocztówkach, czekoladach. Gdzie jej nie ma? Bo w „SUI A.D. 2018” to nie bohater szwajcarskiej wolności, ryzykujący życiem własnego syna, łucznik Wilhelm Tell jest symbolem sytych kantonów składających się na czterojęzyczny (niemiecki, włoski, francuski i retoromański) kraj. Tym logo jest do znudzenia...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: