Sentymenty, resentymenty, pragmatyzm

Dodano: 01/02/2018 - Numer 2 (144)/2018

Warszawa dla Izraela jest atrakcyjna jako, z jednej strony, istotny importer broni, ale z drugiej, jako bardzo duże europejskie państwo, które nie dryfuje w kierunku politycznego „Izraelosceptycyzmu”. Na relacje Polska–Izrael można patrzeć bądź sentymentalnie, bądź pragmatycznie. Sentymentalnie, bo przecież żydowskie państwo po dziewiętnastu wiekach nieobecności na mapie świata budowane było głównie przez polskich Żydów. W pierwszym Knesecie – parlamencie izraelskim – zdecydowana większość posłów mówiła także po polsku (zabrakło tylko dwóch głosów, aby polski był językiem oficjalnym Państwa Izrael!). Pierwszy premier Izraela Ben Gurion pochodził z Polski, z Płońska, pierwszy prawicowy premier Menachem Begin również – nazywał się wcześniej Mieczysław Biegun, urodził się w polskim Brześciu (obecnie Białoruś), walczył w armii Andersa. Skądinąd dowództwo Armii Polskiej na Wschodzie nie wyciągało żadnych konsekwencji wobec dezercji żołnierzy Andersa – polskich Żydów w czasie, gdy armia Andersa po wyjściu ze Związku Sowieckiego stacjonowała czasowo w Palestynie. Ten sam sentyment czułem, gdy pod koniec lat 80. oglądałem egzemplarze gazety ukazującej się w Tel Awiwie… w języku polskim. Ten sam sentyment kazał cieszyć się polskiej ulicy w 1967 r. podczas „wojny 6-dniowej”, gdy powtarzano, że „nasi” Żydzi wygrywają z „ich” Arabami (Moskwa popierała w tym konflikcie kraje arabskie). Ten sentyment również odczuwałem wielokrotnie, gdy spotykałem się z politykami
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze