Orwell w europarlamencie

Dodano: 02/01/2018 - Numer 1 (143)/2018

W siedzibie PE w Brukseli jak co roku stoi choinka, którą przywożą austriaccy eurodeputowani – skądinąd chrześcijańscy demokraci. Na marginesie: posłowie z Austrii są jedną z trzech nacji o najwyższych zarobkach w europarlamencie. W tej finansowej szpicy są jeszcze Włosi (na pierwszym miejscu) i Niemcy. Niby wszyscy europarlamentarzyści zarabiają tak samo, ale jest jak w „Folwarku zwierzęcym” George’a Orwella: „wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze”. W książce brytyjskiego pisarza tymi „równiejszymi”, zatem bardziej uprzywilejowanymi, były świnie. I tu oczywiście kończą się analogie, a porównania zaczynają być więcej niż ryzykowne. Ciekawe skądinąd, że akurat ten najlepiej uposażony finansowo trójkąt w PE – Berlin–Wiedeń–Rzym – przypomina sojusz polityczno-militarny z czasów I i II wojny światowej (Anschluss Anschlussem, ale procentowa liczba Austriaków w SS i załogach niemieckich obozów koncentracyjnych była piekielnie – to właściwe słowo ‒ wysoka). Dziś jest, można rzec, „OŚ” zarobkowa. Dlaczego tak, skoro od 2009 r. w kwestii pensji europosłów jest swoista „urawniłowka”, będąca odpowiedzią na olbrzymie kontrasty płacowe w pierwszej kadencji po największym w historii Unii rozszerzeniu, czyli w latach 2004–2009? Ano dlatego, że europosłowie w Italii, Republice FN i Austrii muszą być wynagradzani tak samo jak posłowie narodowi do Camera dei Deputati, Bundestagu i Nationalrat. A ponieważ pensje posłów do parlamentów w Rzymie, Berlinie i 
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze