Rosyjski mecenat kulturalny i polskie jelenie-daniele

Gospodarze-Rosjanie są mili, ugoszczą, dadzą wódki, a nawet ponarzekają na Putina, a zwłaszcza jego współczesnych bojarów. I to artyści znad Wisły kupują. Jakiś czas temu z ramienia Parlamentu Europejskiego przyjechałem do Armenii poobserwować, jakie są wpływy rosyjskie w kraju, który jest, bądź co bądź, częścią Partnerstwa Wschodniego, a jednocześnie ewidentnie integralnym elementem rosyjskich wpływów politycznych, militarnych i ekonomicznych. Dwie z czterech granic Armenii – te z Turcją i Azerbejdżanem – „strzeżone” są przez armię rosyjską. A ściślej: są tam rosyjscy oficerowie i podoficerowie, którzy dowodzą żołnierzami – Ormianami. Czasem zresztą któremuś z Rosjan odbije, weźmie pistolet i ot tak zastrzeli dziewięciu Ormian – przypadek autentyczny – co doprowadza do napięć w poprawnych zwykle (trochę z geopolitycznego przymusu) relacji między Moskwą a Erywaniem. W czasie tego mojego pobytu w tym najstarszym chrześcijańskim państwie na świecie pojechałem właśnie na granicę ormiańsko-turecką. Gdy dotarliśmy, czekały na nas suto zastawione stoły z dużą ilością wódki. Choć byliśmy w Armenii, rosyjscy przygranicznicy postanowili przywitać nas po słowiańsku. Dowódca, major, mimo że doskonale wiedział, kto wchodzi w skład delegacji, zapytał jednak z kamienną twarzą, skąd jesteśmy. Usłyszawszy, że z Polski, zdziwił się teatralnie i nagle przypomniał sobie Sienkiewicza i „Ogniem i mieczem”, które miał oglądać w rosyjskiej telewizji lata temu. Gadał o Sienkiewiczu
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze