RAZEM, CZYLI OBOK NICH

Dwie planety Najlepiej widzę to po sobie. Może to objaw starzenia się i niechęci do tracenia czasu, którego nie wiadomo, ile pozostało, ale nie mam ochoty na picie wódki z palantami sądzącymi, że Rosjanie są OK, Tusk jest super, a „Kaczor” to, proszę pana, znowu przesadza. Wiem, że tacy ludzie są i jest ich sporo, a może nawet i większość, ale kompletnie nie mam ani chęci, ani czasu na użeranie się z takim towarzystwem. Jestem im przeciwny, ale też, uwaga, jestem obok nich. Są jakby z innej planety, na którą się nie wybieram ani też z której przybyszów nie mam ochoty gościć. Szkoda czasu, atłasu i nerwów. Niech sobie egzystują, jak muszą, ale taką populację wolę omijać szerokim łukiem i nie wysłuchiwać ich bełkotu, który i tak atakuje mnie z mainstreamowych mediów. Ostatnio, na moim spotkaniu autorskim we Wrocławiu, gdy promowałem „W skórze reportera”, podszedł do mnie sędziwy, siwy pan z imponującą brodą i trzykrotnie powtórzył, żebym więcej pisał o kibicach. Podejrzewam, że ten sympatyczny dziadek nie był na żadnym meczu od co najmniej 30 lat, ale poczuł, że elementarna solidarność z atakowanymi przez władzę „kibolami” jest dziś zwykłym, elementarnym po prostu, przejawem patriotyzmu. On i wielu z nas zrozumiało, że niepokorne chłopaki ze stadionów, starsze, „moherowe” panie z kół przyjaciół Radia Maryja, zwolnieni z pracy dziennikarze i pokazywani palcami na uczelniach naukowcy o niepodległościowych czy narodowych poglądach są częścią tworzącego się
     
41%
pozostało do przeczytania: 59%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze