Geopolityczne gambity „hetmana” Trumpa

Światowa gra geopolityczna jest fascynująca. Także dlatego, że w ostatnim czasie amerykańska „królówka” czy „hetman”, by użyć szachowych określeń, posuwa się na globalnej szachownicy zupełnie niekonwencjonalnie. Dotychczasowe gambity Trump wyrzuca do kosza i tworzy własne. To dobrze, bo zupełnie nieczujący polityki zagranicznej Obama był w swej niemrawości i minimalizmie (reset z Rosją, appeasement w kontekście Syrii) przewidywalny do bólu. Trump uzyskał dla Ameryki jeszcze wyraźniejszą przewagę w świecie. Wynika to z faktu, że republikańska większość w Izbie Reprezentantów i Senacie, nie pozwalając Trumpowi za bardzo hasać w polityce wewnętrznej (ustawa budżetowa, ObamaCare), jednocześnie wspiera go, gdy chodzi o ekspansywną politykę zewnętrzną. Inna sprawa, na ile Donald John Trump będzie konsekwentny. Jego poprzednik, Barack Hussein Obama, na szczęście nie był: zaczął od fatalnego w skutkach nie tylko dla Polski i naszego regionu, lecz także dla roli USA w świecie, resetu relacji z Kremlem, aby ocknąć się w trakcie Majdanu w Kijowie i przejść na pozycję sankcji wobec Moskwy. Trumpowi należy się standing ovation za to, co robi wobec Europy, i Rosji, ale z ową owacją na stojąco za politykę azjatycką jeszcze trzeba się wstrzymać. Na Starym Kontynencie Trump odrzucił pośrednictwo Niemiec w relacjach między USA a Unią Europejską, co za B.H. Obamy powodowało zwiększenie i tak uprzywilejowanej roli Niemiec jako europejskiego playmakera. Postawił ‒ miast na
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze