Bezdroża symetryzmu

ilustracja Sylwia Caban
ilustracja Sylwia Caban

Od pewnego czasu w internetowych dyskusjach o polityce coraz częściej pojawia się pojęcie symetryzmu. Znajdziemy je przede wszystkim na liberalnych i lewicowych portalach, choć za sprawą tekstu Roberta Mazurka zaistniało również po prawej stronie. Czy jednak cały czas mowa o tym samym zjawisku? Wystarczy wpisać słowo „symetryzm”, w Google, by odkryć, że nie pierwszy raz prawica i lewica nie mogą porozumieć się już na poziomie pojęć. Stąd też oddzielić musimy od siebie symetryzm opozycyjny i obiektywistyczny. Ten pierwszy spędza sen z powiek publicystom i blogerom, którzy za najważniejszą rzecz uważają dziś odsunięcie od władzy Prawa i Sprawiedliwości. „[Symetryści] są wyznawcami symetrii, według której nie ma większej różnicy między PiS a innymi partiami. Jeśli już, to taka, że PiS próbuje wreszcie coś zrobić. A zagrożenie demokracji to zawracanie głowy. PiS uwielbia symetrystów” – piszą w „Polityce” Mariusz Janicki i Wiesław Władyka. Symetrysta jest więc w tym przypadku komentatorem, który wykazuje zbyt mało czujności w krytyce obecnej władzy, co gorsza, widząc jej minusy, wciąż dopuszcza głosowanie na Prawo i Sprawiedliwość. W pewnym sensie publicystom „Polityki” blisko jest tu do Mazurka, do którego wrócimy w dalszej części tego tekstu. Trochę inaczej jednak symetryzm widzi lewicowy bloger Galopujący Major, przypisujący sobie współautorstwo tego pojęcia. Według jego definicji „symetryzm” to „postawa ideologiczna zakładająca, że każdemu negatywnemu
     
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze