Dla kogo świecą gwiazdy Ameryki

Wybory wygrać musiała Hillary Clinton, tymczasem stało się inaczej. Czy celebryci, wraz z nieznanymi światu zwykłymi wyborcami kandydatki demokratów, spełnią swoje zapowiedzi i wyemigrują do Kanady? Polski przykład pokazuje, że raczej pozostaną na miejscu, by bronić demokracji przed Amerykanami. Liberalne (w znaczeniu amerykańskim, coraz częściej dominującym w wymiarze ogólnoświatowym), a więc de facto lewicowe nastawienie większości amerykańskich elit to fakt na tyle dobrze znany co najmniej od sponsorowanej przez Sowietów rewolty 1968 r., że listy wybitnych postaci tamtejszej kultury, popierających republikanów, czytamy jak materiały sensacyjne, wiadomości zakazane. Ikoną już nie tylko popkultury, lecz także konserwatyzmu stał się Clint Eastwood. Jako wzór i ewenement pokazywany był Mel Gibson, który pogubił się później w życiu prywatnym, by wrócić jednak z mocnym, silnie akcentującym kwestie wiary i wierności zasadom filmem „Przełęcz ocalonych”. W prasowych publikacjach pojawiały się też inne nazwiska, czasem wręcz było ich na tyle dużo, by podać w wątpliwość tezę o jednoznacznej dominacji demokratów. Poza wspomnianymi już Eastwoodem i Gibsonem, w podobnych sytuacjach często przywołuje się kilku silnych facetów amerykańskiego kina: Sylwestra Stallone, Arnolda Schwarzeneggera (któremu jednak, jako republikańskiemu gubernatorowi Kalifornii, zdarzały się i niezbyt konserwatywne decyzje) czy wreszcie (tak!) Chucka Norrisa. Obamę krytykowała Angelina Jolie,
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze