Smoleńsk i déjà vu

Dodano: 05/05/2017 - Numer 5 (135)/2017

Mam poczucie déjà vu. Obserwując to, co działo się 10 kwietnia A.D. 2017, ale przecież tak naprawdę słuchając establishmentu medialno-politycznego w Polsce od wielu tygodni poprzedzających tę rocznicę, mam wrażenie, że ktoś zupełnie wbrew mojej woli wsadził mnie w wehikuł czasu i przeniósł do roku 2010 czy 2011. Ta sama nienawiść. Ten sam język pogardy. Ta sama, praktykowana – nawet jeśli ci tak samo zajadli, jak i nieoduczeni państwo z salonu nie wiedzą czyja – dewiza Goebbelsa: „kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą”. I ta sama ucieczka od faktów, a choćby i pytań, i wątpliwości, które są udziałem wielu ludzi. Także moim. I tu refleksja osobista. Tak jak bardzo wielu Polaków 10 kwietnia 2010 r. – oraz przez wiele następnych miesięcy – myślałem, że tragedia smoleńska to katastrofa lotnicza, straszny pech, wstrząsający dramat w „ruchu lotniczym”. Że to „po prostu” efekt rosyjskiego bardaku plus polskiego bałaganu. Z czasem zacząłem sobie zadawać pytania, na które nie tylko strona rządowa nie znajdowała odpowiedzi, lecz wręcz reagowała na nie agresją. Tych pytań, podobnie jak moi rodacy, mam dziś już multum i coraz bardziej uważam, że nie był to tylko potwornie nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Między  2010 r. a czasem obecnym zmieniło się w Polsce bardzo wiele: Bogu dzięki rząd, Bogu dzięki prezydent, społeczne nastroje, ale jedna rzecz nie zmieniła się w zasadzie wcale – to alergiczna reakcja na „sprawę smoleńską”. Dzieje się to za sprawą setek czy
     
39%
pozostało do przeczytania: 61%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze